337) Sylwester z dwójką.
Święta, święta iAniołek wraca do Poznania z pokaźną ilością pokarmów wszelakich w torbiepodróżnej i w Aniołkowym brzuchu.
Siedzę
sobie zatemw pociągu i myślę o tym, że za niecałe 4 dni Nowy Rok
przywita Wasfajerwerkami, litrami sowieskoje igristroje i potężnym kacem
o poranku (czyligdzieś koło 12). Was, bo nie mnie. Zachciało mi się
chodzić bez szalika przy (ozgrozo!) +5 stopniach Celsjusza i dostałem w
poświątecznej paczuszceantybiotyki na małą anginę, która się do mnie
przyplątała. Fajnie fajnie, jak wkombajnie.
Ale spoko, i takmiałem inne plany na sylwestra niż picie i darcie się na Placu Wolności opółnocy.
Bo ja tak naprawdęSylwestra nie lubię.
Co roku
jakośzmuszałem się, żeby gdzieś wyjść, skutecznie ulegając namowom
znajomych, że „CoTy Anioł?! Jak można nie iść na imprezę?! W
SYLWESTRA?!”. No i szedłem,korzystając z tego, że zawsze miałem kilka
propozycji do wyboru.
W tym rokupowiedziałem „basta!”.
Bawić się lubię,tańczyć lubię, ale kiedy mam ochotę i dobry humor. A ostatni dzień grudnia totakie do zabawy przymuszanie.
W tym
roku 31grudnia spędzę na pomaganiu Staremu w przeprowadzce (jeeeeej,
znalazł sobiemieszkanie osiedle obok Aniołowego Osiedla!). Później
wyprawię Młodego wpodróż, bo jedzie z Calineczką na zabawę poza Poznań, a
sam wsiądę w samochód iwrócę do Rodzinnego Zapiździajewa.
Będzie
tam na mnieczekała cała masa bezalkoholowych drinków (o co postara się
Rodziciel), pełnowybornego jedzenia (broszka Rodzicielki), kilka
świetnych filmów do obejrzenia(zadanie dla Aniołka) i Piccolo (naprawdę
cool).
A później zaczniesię rok 2012.
Który przywitam zmoimi bliskimi. Z Rodzicielową dwójką. Tak jak chciałem.
336) Świątecznie (2) – życzenia
Przed nami święta. Spędzane przeze mnie wgronie najbliższej rodziny. Babcia, Młody, Stary, Rodziciele.
W tym roku nie będzie życzeń znalezieniadziewczyny. Przynajmniej nie od tych, którzy wiedzą, że jestem gejem.
Młody
pewnie będzie życzył mi znalezieniamiłości mojego życia, bo skoro on
znalazł, to ja też muszę. Bo Calineczka, jegodziewczyna, bardzo by
chciała, żebym był w końcu zakochany. Bo na taką szczerąmiłość
zasługuję.
Stary, żebym zaruchał coś
porządnego ikasiory, bo skoro on zaczął swoje dorosłe życie i powoli
myśli o jakimśkredycie hipotecznym, to to nie jest takie trudne. A mi
będzie łatwiej,”bo kto, jak nie Ty?”
Rodzicielka – szczęścia, bo
najważniejszew życiu to być szczęśliwym. Nieważne są miliony na koncie,
ważniejsza jestprzyjaźń, rodzina i radość z każdego przeżytego dnia.
Rodziciel pewnie powie mi,
że mam brać zżycia pełnymi garściami i nie patyczkować się, walczyć o
swoje, kiedy do tejwalki trzeba stanąć. I życzy mi siły, żeby stawiać
czoła codziennym przeciwnościomlosu.
Babcia pewnie będzie życzyła mipowodzenia na studiach (które już prawie skończyłem O_O) i „żebym zaliczał na bieżąco”.
A ja Wam, Drodzy Czytelnicy, życzę:
Miłości, takiej prawdziwej, niesamowitej,z motylkami w brzuchu i uśmiechem na ustach.
„Ruchajcie”,
ale ostrożnie.Najlepiej „ruchajcie” osobę, do której czujecie coś
więcej niżseksualną żądzę, bo z doświadczenia wiem, że takie „ruchanie”
jestnajbardziej satysfakcjonujące. Kasiory też Wam życzę, ale połączonej
z tym, co lubicierobić. Satysfakcjonującej pracy, po której wychodzicie
pełni sił i ciekawi, czyjutro też będzie tak sympatycznie.
Szczęścia,
takiego Rodzicielkowego,prawdziwych przyjaźni i rodzinnego ciepła. Żeby
przyjaciele byli dla Was takąrodziną, którą sami wybraliście, a
najbliżsi członkowie rodziny przyjaciółmi,którzy zawsze Wam pomogą.
Życzę
Wam również siły, która naprawdęsię przydaje w tych coraz dziwniejszych
czasach. Miejcie odwagę żyć, tak jakchcecie. Miejcie wytrwałość, żeby
postawić czasem na swoim i wyjść obronną rękąz każdej potyczki, która na
Was czeka.
I
zaliczajcie na bieżąco – czy to nastudiach, które są najcudowniejszym
okresem w życiu, czy w pracy, czy wnormalnym życiu. Zaliczajcie sukcesy,
bo każdy sukces pcha Was do przodu. A chyba o to w życiu chodzi, co nie?
Tego życzę Wam ja, DeA!
*) No patrzcie, jaka ładna piosenka
335) Świątecznie (1)
Uch, ale zabieganym!
Bo wiecie, przedświąteczny okres jest jak zwykle u mnie gorący.
W tym roku zrezygnowałem z
powodu natłoku zajęć (i trochę lenistwa) z kilku tradycyjnych punktów
wpisanych w mój bożonarodzeniowy kalendarz.
I tak: nie piekłem
pierniczków z Wyzwoloną. Nie pomagałem (i raczej nie pomogę, bo pracuję w
piątek) Rodzicielce ze świątecznym gotowaniem. Nie posprzątałem w
Aniołowej jamie (tfu, mieszkaniu,choć faktycznie ostatnio jamę
przypomina), bo czekam na wymarzoną, upragnioną,wyśnioną wyprowadzkę
Starego (bobrze, dopomóż, żeby do stycznia znalazł własną hacjendę!).
Wszystkie inne plany zrealizowałem (albo jestem w trakcie realizacji).
Latam jak głupi za
prezentami (aktualnie mam już dla Rodzicielki, Rodziciela, Starego i
Młodego, Aniołkowej Babci,Wyzwolonej, Mimy, Modelki, brakuje mi jeszcze
prezentu dla Pedagozki i Calineczki, ale szukanie in progress), bo w
sumie prezenty dawać lubię. Bez okazji, z okazją, zawsze cieszy mnie
uśmiech obdarowanego. Mój facet będzie miał ze mną dobrze ;-D
Ubrałem już choinki (tak,
choinki, liczba mnoga) – z Pedagożką udekorowaliśmy jedną w jej
mieszkaniu, wpadłem też na jeden dzień do Zapiździajewa, by pomóc
Rodzicielce z tą rodzinną (no bo jak to, ja mam być nieobecny przy TYM
WYDARZENIU?!) i przy okazji ogarnąłem taką tyci tyci w moim
Zapiździajewowym pokoju. Dzisiaj czeka na mnie jeszcze ubieranie
Poznańskiej choinki w naszej uroczej jamie, po kilku kieliszkach
wina,szampana, wódki i Bóg wie czego jeszcze.
Bo w dniu dzisiejszym zaczynają się wigilię. A raczej prewigilie.
Najpierw ze znajomymi z
uczelni. Później z Przyjaciółmi. Później z innymi znajomymi. Dzień w
dzień! Przecież moja wątroba tego nie wytrzyma!
——–
Nie wiem jak Wy, moi drodzy
czytelnicy,ale ja bardzo lubię te wszystkie powyższe atrakcje ze
świętami związane. No bo jak nie lubić czasu, kiedy w każdym radiu raczy
nas Wham z ich „Last kristmas aj gew ju maj hart, bat e weri nekst dej
ju gejw it ałej!”? Jak nie lubić okresu,w którym wszyscy starają się być
dla siebie mili, na Aniołkowym koncie pojawia się premia z pracy, a
przyjaciele i znajomi molestują o przedświąteczne spotkanie?
Jak nie lubić czasu spędzonego z kochającą rodziną?
No ja nie wiem!
——–
Prezent od Młodego:
334) I ślubuję Ci.
Kiedyś wezmę ślub.
Znajdę faceta swojego
życia. Takiego,który swoim uśmiechem będzie powodował u mnie radość.
Takiego, który będzie moim oparciem w trudnych chwilach. Który powie
kiedyś „Aniołku, pakuj się, jedziemy na weekend pod namioty!”. Takiego, z
którym będę przychodził na rodzinne obiady do Młodego i Calineczki,
albo do Rodzicieli. Z którym będę obecny na każdej uroczystości
rodzinnej, także moich przyjaciół. Do którego dzieciaki Starego będą
mówili „wuja Krzysiu/Kaziu/Andrzej/(…)”.
Pewnego pięknego wieczoru
wrócę wcześniej z pracy, zrobię pyszną kolację, a na deser klęknę i
powiem „Kocham Cię, Michu tak bardzo, że omatko. Chciałbym Cię tak
kochać do końca naszego świata.Chciałbym się budzić przy Tobie i
zasypiać przy Tobie. Chciałbym, żebyś był częścią mojego życia dziś,
jutro, za rok, za dziesięć, za pięćdziesiąt. Wyjdź za mnie, żeby nasze
marzenia mogły się spełnić”.
Zamówię catering,
wybierzemy obrączki…albo nie, sygnety, tak jest bardziej męsko.
Wypiszemy wspólnie zaproszenia.Wynajmiemy fajną miejscówkę na
świętowanie naszego szczęścia.
Młody będzie moim świadkiem, to pewne.
Ubierzemy się w jakieś mega
fancy garnitury. Napiszemy własne przysięgi, wpatrzony w jego oczy będę
recytował jej słowa, mniej rzewne, raczej z lekkim jajem. Wplotę kilka
śmiesznych sytuacji z naszego życia, zakończę pewnie jakimś cytatem
(nie, nie Pałlo Koełlo). Wymienimy się tymi sygnetami, pocałujemy się i
wybiegniemy z zajebiście wystrojonej Sali, żeby odebrać gratulacje od
najbliższych.
Byłoby miło, gdyby do tego czasu umożliwione to by było zgodnie z literą prawa.
A jeżeli nie będzie? Trudno.
Ślubu udzieliłaby nam Wyzwolona.
Papierek – fajna rzecz.
Ale nie najważniejsza.
333) Rodzinnie
Ostatnio odkryłem, że piszę notki w najmniej spodziewanych
miejscach. Pociąg, biblioteka (zamiast zbierać materiały do tej
strasznej rzeczy związanej z ukończeniem moich zacnych studiów), praca
(spoko Szefowa, tylko jak nie mam nic do roboty!), czy kawiarnia.
W domu to ja, proszę Ciebie, skupić się nie mogę.
Stary (mój starszy brat w sensie, skoro młodszy jest Młodym, to dlaczego starszy nie może być Starym?) rozpoczął poszukiwania własnego M. No najwyższy czas, 3 miesiące mieszkania z nim pod jednym dachem przypominały mi czasy szkolne, kiedy kłóciliśmy się o każdą drobnostkę.
Mimo wszystko, pomagając mu znaleźć jakąś tanią poznańską kawalerkę, szukam czegoś na tym samym osiedlu. Może jestem masochistą, a może po prostu chciałbym go mieć blisko, żeby zawsze móc przejść się do niego i kontynuować pomaganie w układaniu własnego, dorosłego życia poza rodzinnym gniazdem.
Szukam taniej kawalerki na Winogradach/Piątkowie
————————————————–
Znów z pociągu. Tym razem obok mnie siedzi Aniołowa Rodzicielka, czyta Twój Styl i relacjonuje mi, co jest modne, a co nie w tym sezonie. Jedziemy (a raczej czołgamy się, nasze kochane PKP), do Aniołkowych Dziadków, czyli Rodzicieli Rodzicielki, coby pomóc Rodzicielce Rodzicielki (boziu, jakie to skomplikowane) przez te kilka dni, w których Rodziciel Rodzicielki będzie kuracjuszem w jednym z Wielkopolskich szpitali.
Zapakowałem drugą część Gry o Tron, kilkanaście artykułów, które pomogą mi napisać chociażby konspekt pracy, netbooka, bo dziadkowi sąsiedzi są nadzwyczaj gościnni i nie zabezpieczają swojej sieci WiFi.
Wieś spokojna, wieś wesoła. Przybywam.
http://www.youtube.com/watch?v=2LXj04N6wlg
W domu to ja, proszę Ciebie, skupić się nie mogę.
Stary (mój starszy brat w sensie, skoro młodszy jest Młodym, to dlaczego starszy nie może być Starym?) rozpoczął poszukiwania własnego M. No najwyższy czas, 3 miesiące mieszkania z nim pod jednym dachem przypominały mi czasy szkolne, kiedy kłóciliśmy się o każdą drobnostkę.
Mimo wszystko, pomagając mu znaleźć jakąś tanią poznańską kawalerkę, szukam czegoś na tym samym osiedlu. Może jestem masochistą, a może po prostu chciałbym go mieć blisko, żeby zawsze móc przejść się do niego i kontynuować pomaganie w układaniu własnego, dorosłego życia poza rodzinnym gniazdem.
Szukam taniej kawalerki na Winogradach/Piątkowie
————————————————–
Znów z pociągu. Tym razem obok mnie siedzi Aniołowa Rodzicielka, czyta Twój Styl i relacjonuje mi, co jest modne, a co nie w tym sezonie. Jedziemy (a raczej czołgamy się, nasze kochane PKP), do Aniołkowych Dziadków, czyli Rodzicieli Rodzicielki, coby pomóc Rodzicielce Rodzicielki (boziu, jakie to skomplikowane) przez te kilka dni, w których Rodziciel Rodzicielki będzie kuracjuszem w jednym z Wielkopolskich szpitali.
Zapakowałem drugą część Gry o Tron, kilkanaście artykułów, które pomogą mi napisać chociażby konspekt pracy, netbooka, bo dziadkowi sąsiedzi są nadzwyczaj gościnni i nie zabezpieczają swojej sieci WiFi.
Wieś spokojna, wieś wesoła. Przybywam.
http://www.youtube.com/watch?v=2LXj04N6wlg
332) Rozgrywający Anioł ze szczotką i szufelką w ręce.
—————————————-
Heh, wystarczyło napisać na fejsie, że potrzebuję drugiej części Gry o Tron i odezwało się ładnych kilka osób, które gotowe byłyby mi tę książkę pożyczyć.
Czy to znaczy, że jestem popularny oraz lubiany na tyle, że gdyby moje życie byłoby jakimś durnym serialem dla nastolatków obsadzonym w Ameryce, to byłbym tym rozgrywającym w futbolu, chodzącym w czerwono – białej kurtce, zapraszanym na każdą towarzyską imprezę?
It will be nice.
—————————————
Post za postem.
Odkurzanie. Sprzątanie. Numerowanie.
Zmiana layoutu*.
(Pieprzony onet, mamy 2012 rok a on nadal zatrzymał się na rozwiązaniach z 2005…)
Odświeżony blog.
Kilka notek w zapasie.
I plany, że znów zostanę tu na dłużej.
A Wam jak się zmiany podobają?
*)Nowy layout to w dużej mierze „sprawka” Kudziana, który jako wierny czytelnik wspomógł mnie swoją corelowską wiedzą, kiedy zobaczył, że próbuję coś w paincie stworzyć. No co?
Dzieki Kudzian!
—————————————
A tak poza tym, to miło, że mnie czytacie. I że mimo mojego małego wagarowania nie pouciekaliście. Fajnie wiedzieć, że jesteście
Heh, wystarczyło napisać na fejsie, że potrzebuję drugiej części Gry o Tron i odezwało się ładnych kilka osób, które gotowe byłyby mi tę książkę pożyczyć.
Czy to znaczy, że jestem popularny oraz lubiany na tyle, że gdyby moje życie byłoby jakimś durnym serialem dla nastolatków obsadzonym w Ameryce, to byłbym tym rozgrywającym w futbolu, chodzącym w czerwono – białej kurtce, zapraszanym na każdą towarzyską imprezę?
It will be nice.
—————————————
Post za postem.
Odkurzanie. Sprzątanie. Numerowanie.
Zmiana layoutu*.
(Pieprzony onet, mamy 2012 rok a on nadal zatrzymał się na rozwiązaniach z 2005…)
Odświeżony blog.
Kilka notek w zapasie.
I plany, że znów zostanę tu na dłużej.
A Wam jak się zmiany podobają?
*)Nowy layout to w dużej mierze „sprawka” Kudziana, który jako wierny czytelnik wspomógł mnie swoją corelowską wiedzą, kiedy zobaczył, że próbuję coś w paincie stworzyć. No co?
Dzieki Kudzian!
—————————————
A tak poza tym, to miło, że mnie czytacie. I że mimo mojego małego wagarowania nie pouciekaliście. Fajnie wiedzieć, że jesteście
331) Gej gejowi gejem, a zombie zombie zombie
LANA DEL REY-VIDEO GAMES
Ech, ostatnio jest jakoś tak, ech.
No.
Znajomość z Hamerykaninem wyewoluowała do stopy koleżeńskiej z predyspozycjami do pięknej przyjaźni.
Dzwonimy do siebie, żeby porozmawiać o życiu, o związkach (tu raczej następuje Hamerykaninowy monolog, bo chłopok zakochany w Angliku, planują wspólną przyszłość i w ogóle i w szczególe), o pracy, o problemach. Cieszę się, bo czasem tak po prostu bywa, że spotykanie się w celach matrymonialnych nie wypala, a lubi się tę osobę tak, że życzy mu się szczęścia. Tako i ja mu życzę.
Troszeczkę zmieniłem swoje zdanie o znajomości i kolegowaniu się z gejami. Kiedyś pisałem i mówiłem, że nie potrzebuję takowych, że przyjaciół i znajomych dobieram pod kątem dopasowania psychicznego i wspólnych zainteresowań, nie orientacji seksualnej.
Mimo wszystko kajam się i cofam te słowa. Bo wiecie co? Doszedłem do wniosku, że nawet najlepszy przyjaciel, pokroju Młodego, Modelki czy Wyzwolonej, który chce dla Ciebie jak najlepiej, nie zrozumie pewnych… reguł i zasad rządzących tym małym, gejowskim światem. Oczywiście nie zamienię wyżej wymienionych na nikogo innego, po prostu czasem nie kumają, jak się sprawy mają (rym, ołje).
Mówiąc o tym wszystkim Młodemu, trochę się nastrożył, bo chyba uraziłem jego dumę przyjaciela, Wyzwolona, Mima i Modelka natomiast stwierdziły, że mam w stu procentach rację i przydałoby mi się takie towarzystwo.
Z chęcią „przyjąłbym” fajną ekipę kilku interesujących facetów – gejów, z którymi mógłbym gdzieś wyjść do kina, wypić wódeczkę i pograć w karty. Czasem wyjść na branżową imprezę (tak, dobrze czytacie, pogląd na gejkluby też zmieniłem). Czasem pójść na spacer. Wyjechać gdzieś na łykend. Pogadać o tym, co mnie ciśnie. I co mnie boli.
A boli ostatnio coraz więcej.
Dlatego zmieniam swoje kryteria wyszukiwania. Oczywiście, dalej byłoby fajnie, gdybym znalazł tą całą miłość, motyle itepe, ale życie nie tylko na tym polega, co nie?
Przecież nikt nie zrozumie geja tak jak drugi gej
PS. A może nowy wystrój bloga?
PS2. Ktoś to wszystko jeszcze czyta?
330) Cześć, jestem Anioł i nie toleruję laktozy.
http://www.youtube.com/watch?v=YcAT63V-bvM
Bo to jest tak:
Mam kochaną rodzinę. Wiedzą, że jestem gejem.
Mam świetnych przyjaciół. Wiedzą, że jestem gejem.
Mam zwariowanych znajomych. Wielu z nich wie, że jestem gejem.
Mimo wszystko na modnym ostatnio portalu „kumpello” w rubryce „wyoutowany” zaznaczyłem „tylko przed najbliższymi”.
Mima, dziewczyna Młodego, Wyzwolona, Pedagożka, czy nawet Para Doskonała – praktycznie wszyscy pytali się swojego czasu „ej, Anioł, powiedz, dlaczego się nie ujawnisz?”.
„W sumie, dlaczego nie?”, podpowiada głosik w mojej głowie. „Za duży już jesteś na kreowanie heteroseksualnego Anioła. Bądź sobą”.
Tak w ogóle, to nikt, kto mnie kiedyś zapytał, czy jestem gejem, nie uzyskał potem odpowiedzi „No co Ty, ja gejem?! Pojebało?”. Zapytała się swojego czasu Ediza, zapytał się Młody, zapytała się Rodzicielka. Tyle, te 3 osoby.
Większość osób, które dowiedziały się o mojej orientacji, musiałem uświadomić sam.
„Muszę Ci coś powiedzieć. Bardzo Cię lubię i znam na tyle długo, żeby Ci powiedzieć, że jesteś bardzo ważną osobą w moim życiu. Nie lubię okłamywać najbliższych mi osób, bo czuję takiego moralnego kaca, że omatko. Przed bliskimi nie umiem zatajać ważnych rzeczy w moim życiu, które mogą definiować mnie jako człowieka. Aniu/Wojtku/Pawle/Kasiu/(…) jestem gejem”.
Powtarzanie tego któryś raz z kolei jest męczące, przydługawe i takie… słabe.
Bo wiecie, ja nie lubię reakcji na te słowa. Nie chodzi nawet o jakieś negatywne odczucia, z którymi spotkałem się tylko raz, jak miałem 18 lat.
Chodzi o to, że one wszystko zmieniają.
Przytulanie i mówienie „to żaden problem”, czy inne „kocham Cię”. Obowiązkowe dwu – trzygodzinne dysputy na temat „Ej, powiedz mi WSZYSTKO, jak to u Ciebie było z akceptacją? Co na to bliscy?”. Smsy, które dostaję 5-6 minut po pożegnaniu, w stylu „Bardzo się cieszę, że mi powiedziałeś, teraz już wiele rzeczy rozumiem. Też jesteś mi bliski, pamiętaj, że zawsze możesz do mnie zadzwonić. Jestem zaszczycona, że ma takiego przyjaciela”.
„Dlaczego, nie?” – dopytuje się ciągle ten głosik.
Kiedyś przyjdzie taki moment, nie wiem jeszcze do końca, czy będzie to za miesiąc, rok, czy lat kilka. Poczekam na czas, kiedy na zdanie „Jestem gejem”, ludzie zareagują, jak na infomację: „Nie toleruję laktozy”. Nie skomentują tego trochę zawstydzającego, lecz mimo wszystko naturalnego faktu, odpowiedzą „Spoko” i ewentualnie „Ja też, piona”, nie śpiewając przy tym peanów pochwalnych na część rodzącej się przyjaźni i miłości do grobowej deski.
No patrzcie, jaką zgrabną metaforę stworzyłem.
Kategorie: Bez kategorii
Bo to jest tak:
Mam kochaną rodzinę. Wiedzą, że jestem gejem.
Mam świetnych przyjaciół. Wiedzą, że jestem gejem.
Mam zwariowanych znajomych. Wielu z nich wie, że jestem gejem.
Mimo wszystko na modnym ostatnio portalu „kumpello” w rubryce „wyoutowany” zaznaczyłem „tylko przed najbliższymi”.
Mima, dziewczyna Młodego, Wyzwolona, Pedagożka, czy nawet Para Doskonała – praktycznie wszyscy pytali się swojego czasu „ej, Anioł, powiedz, dlaczego się nie ujawnisz?”.
„W sumie, dlaczego nie?”, podpowiada głosik w mojej głowie. „Za duży już jesteś na kreowanie heteroseksualnego Anioła. Bądź sobą”.
Tak w ogóle, to nikt, kto mnie kiedyś zapytał, czy jestem gejem, nie uzyskał potem odpowiedzi „No co Ty, ja gejem?! Pojebało?”. Zapytała się swojego czasu Ediza, zapytał się Młody, zapytała się Rodzicielka. Tyle, te 3 osoby.
Większość osób, które dowiedziały się o mojej orientacji, musiałem uświadomić sam.
„Muszę Ci coś powiedzieć. Bardzo Cię lubię i znam na tyle długo, żeby Ci powiedzieć, że jesteś bardzo ważną osobą w moim życiu. Nie lubię okłamywać najbliższych mi osób, bo czuję takiego moralnego kaca, że omatko. Przed bliskimi nie umiem zatajać ważnych rzeczy w moim życiu, które mogą definiować mnie jako człowieka. Aniu/Wojtku/Pawle/Kasiu/(…) jestem gejem”.
Powtarzanie tego któryś raz z kolei jest męczące, przydługawe i takie… słabe.
Bo wiecie, ja nie lubię reakcji na te słowa. Nie chodzi nawet o jakieś negatywne odczucia, z którymi spotkałem się tylko raz, jak miałem 18 lat.
Chodzi o to, że one wszystko zmieniają.
Przytulanie i mówienie „to żaden problem”, czy inne „kocham Cię”. Obowiązkowe dwu – trzygodzinne dysputy na temat „Ej, powiedz mi WSZYSTKO, jak to u Ciebie było z akceptacją? Co na to bliscy?”. Smsy, które dostaję 5-6 minut po pożegnaniu, w stylu „Bardzo się cieszę, że mi powiedziałeś, teraz już wiele rzeczy rozumiem. Też jesteś mi bliski, pamiętaj, że zawsze możesz do mnie zadzwonić. Jestem zaszczycona, że ma takiego przyjaciela”.
„Dlaczego, nie?” – dopytuje się ciągle ten głosik.
Kiedyś przyjdzie taki moment, nie wiem jeszcze do końca, czy będzie to za miesiąc, rok, czy lat kilka. Poczekam na czas, kiedy na zdanie „Jestem gejem”, ludzie zareagują, jak na infomację: „Nie toleruję laktozy”. Nie skomentują tego trochę zawstydzającego, lecz mimo wszystko naturalnego faktu, odpowiedzą „Spoko” i ewentualnie „Ja też, piona”, nie śpiewając przy tym peanów pochwalnych na część rodzącej się przyjaźni i miłości do grobowej deski.
No patrzcie, jaką zgrabną metaforę stworzyłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad ;-)