Moderowanie postów czasowo włączone

Moderowanie postów czasowo włączone

poniedziałek, 1 października 2007

62)-72) Październik 2007

72) Takie tam

Dałem wczoraj mojej przyjaciółce adres tego bloga. Długo się zastanawiałem, w końcu ten blog miał być moim azylem od realnego świata, w którym mógłbym się wyżalić i ustosunkować do mojego życia. Mimo wszystko nie żałuję. Mam nadzieję Gosiu, że kiedy przeczytasz ten blog w całości będziesz mnie kochać tak samo jak przed jego przeczytaniem.

Dostałem niedawno w mentalnie w pysk. Nie wiedziałem, że z punktu widzenia czytelnika Marcus jest niezdecydowanym bubkiem, który spotyka się z kilkoma facetami na raz bo „szuka na siłę”. Żeby uciąć wszelkie spekulacje muszę napisać, że na razie spotkałem się słownie z jednym facetem, reszta to moje witrualne wyobrażenia. Ale coś w tym jest, że ponoć „szukam na siłę”.

Mój znajomy się mężaci. Wyjechał do Anglii, przestał szukać i znalazł. Ja też tak chcę! (tzn nie wyjechać do Anglii i się mężacić)

Tak jak myślałem nie zaliczyłem pierwszego kolokwium. Marcusa nie uświadczycie teraz na mieście bo się przykuł do książki i sobie CZYTA coś, czego zupełnie NIE ROZUMIE. Ale może zrozumie.

Grześ wysłał smsa że żyje i że chciaby się ze mną spotkać w tym tygodniu. Oczywiście mnie w tym tygodniu też nie będzie, bo udaję się na podróż po Polsce w poszukiwaniu grobów rodzinnych. Fajnie. Again

71) Jazda tramwajem

Jadę sobie tramwajem 12 albo 11 albo innym, który prowadził do Teatralki. Miejsca oczywiście tak dużo, że musiałem wciągnąć brzuch żeby się zmieścić. Wszyscy się do siebie przytulają.
Oglądam tłum. Młoda mama z dzieckiem, parę staruszek, dwie nastolaty które sobie chamsko siedzą, kiedy koło nich jakaś 80 latka ma trudności z ustaniem podczas chamowania i przyśpieszania. A koło niej On.
Wysoki brunet z lekkim zarostem. Słucha sobie muzyki. Stoi i ma wszystko gdzieś, że jest tłok, że ludzie sie denerwują, że jedzie tramwajem.
Popatrzył się na małego brzdąca w spacerówce/wózku i zrobił głupią minę. Dziecko zaczęło się śmiać. On też zaczął się uśmiechać, pokazując przy tym rząd równych, białych zębów. Potem popatrzył się na mnie.
Nasze spojrzenia się spotkały, przez chwilę miałem ochotę zagadać, uśmiechnąć się, albo coś. Zamiast tego spuściłem wzrok niżej i zacząłem oglądać moje buty.
On wyszedł na przystanku AWF.
Ja jechałem dalej.
Chyba nigdy nikogo nie znajdę.
Ech.

70) Poznań (II)

Chyba polubiłem Poznań. Ażeby to zrobić, musiałem się tylko przyzwyczaić do zmiany stylu i trybu życia.
  • Lubię wstawać rano i iść przez moją dzielnicę, Ratajami zwaną, do sklepu po bułki i wodę mineralną.
  • Lubię usiąść w parku i popatrzeć na ludzi, którzy pędzą nie wiadomo gdzie i w jakim celu.
  • Lubię moje studia. Choć trudne, to jednak sprawiają dużą satysfakcję.
  • Lubię moich ludzi z roku. Nie wszystkich oczywiście, ale znalazła się niemała grupa osób, która jest świetna, z którą mogę pogadać o wszystkim, od polityki, po bazyliszki i kulinaria.
  • Lubię Poznań nocą. Choć czasem zdarzają się takie widoki, jak dziesięciu dresów pizgających się z piętnastoma innymi, to na ogół jest bezpiecznie. Szczególnie lubię, kiedy idę przez ul. Święty Marcin wieczorem, a drogę oświetlają mi wystawy sklepów, co chwilę mijam  studentów, czasem nawet się uśmiechną.
  • Lubię środy studenckie – kiedy piwo jest złotówkę tańsze, a do pubów i klubów wbijają się młodzi ludzie.
  • Lubię poznańskie knajpy, puby i kawiarnie. Puby żeby spotkać się z większą grupą znajomych i pograć w piłkarzyki albo bilard, a kawiarnie, żeby usiąść w spokoju i pogadać z przyjaciółką o wszystkim.
  • Lubię ludzi, których tu poznałem.
Tak bardzo polubiłem Poznań, że poprzestawiała mi się hierarchia wartości i trochę olalem sobie naukę, podczas gdy jeszcze rok temu była dla mnie jednym z priorytetów.
Dlatego spakowałem się, wsiadłem w pociąg i wróciłem do domu, bo to jedyne miejsce, gdzie zmotywuję się do nauki.
W końcu kiedyś trzeba zacząć, co?

69) Emo

Doszedłem do wniosku że na tym blogu czasem piszę jakbym był emo. Kurcze, muszę sobie zapuścić długie włosy, kupić parę żyletek, żeby zacząć się okaleczać przy muzyce ze słowami w stylu: „Nawet Bóg zabija dzieci, śmierć jest nieunikniooooonaaa”. Tak więc niefajnie.
Dzisiaj na ćwiczeniach koleżanka powiedziała że mam bardzo męski głos, jak jestem przepity, ćwiczeniowiec dał mi znać żebym następnym razem doprowadził się do porządku PRZED a nie W TRAKCIE zajęć (bo kumpela mi podstawiła pod ryja lusterko, mówiąc : „Patrz jakie masz wory pod oczami!”), a jak wracałem to znalazłem na chodniku 5 złotych polskich.
I Wam powiem że się strasznie ucieszyłem z tego powodu, bo 5 zł piechotą nie chodzi.
Zazwyczaj czołga się po chodniku.
 —-
A i jeszcze jedna sprawa. Dostaję od Was mnóstwo emaili (Kurcze, nie wiedziałem, że tyle osób mnie czyta), na które zazwyczaj nie odpisuję, bo brakuje mi po prostu czasu. Więc tak szybko: Dzięki że mnie wspieracie, że piszecie, iż taki blog jest potrzebny i że łamię niby stereotypy. Fajnie mi jak sobie czytam czasem jaki jestem fajny.
A panom z propozycjami mailowych korespondencji chcę napisać, że na razie odpisałem tylko na jednego maila, który był napisany przez pewnego czworonożnego ssaka. Był to mail intrygujący i tajemniczy, więc się skusiłem. Postarajcie sięsobą zainteresować, to może odpiszę ;-)
Zresztą nawet jak odpiszę, to może nie dojść do Was przypadkiem odpowiedź, gdyż poczta na onecie ssie i przez nią potem wynikają strasznie smutne sytuację.
Dobranoc

68) Ugh…

Wstaję rano… strasznie chce mi się pić. Głowa mi pęka.
Biegnę do lodówki napić się mrożonej herbaty. Skończyła się wczoraj i współlokatorzy oczywiście nie zatroszczyli się o nowe zapasy.
Otwieram butlę mineralnej i piję z gwinta. Szybkim ruchem opróżniam półtora litra.
Jak wczoraj wrócilem do domu? Nie wiem, pamiętam jak przez mgłę że najpierw była wódka u znajomego, potem poszliśmy do pubu „pograć w piłkarzyki”. Było jedno piwo, drugie piwo, trzecie piwo, czwarte piwo.
Piątego nie pamiętam.
Nie, nie jestem pijakiem ani tym studencikiem, który co wieczór odwiedza puby i kluby. Spotkałem się towarzysko z kilkunastoma osobami, żeby pogadać i pośmiać się z naszych wspólnych zainteresowań. W trakcie opowiadania dowcipu o Kaczyńskich dostałem SMSa od Grzesia. Pierwszego od dwóch tygodni. Powiedział że o mnie pamięta, ale znow nie ma czasu się spotkać. Stierdził, iż bardzo mu przykro, ale taką ma pracę.
Z Grzesiem pewnie nic nie wyjdzie. Hubert mnie olał, Mateusz się obrazil, bo nie dostał ode mnie maila, którego mu wyslałem dwa razy (pojebana poczta na onecie), Marek wyemigrował do Niemiec, Marcin (chyba mój najlepszy kumpel z internetu) mieszka w Warszawie…
Po prostu musiałem zalać moje smutki. Dlaczego ja mam takiego pecha z facetami?
Za chwilę idę na konwersatorium. To będzie zajebiste półtorej godziny.

67) Czasem czuję się taki mały.

Nie lubię, gdy się mnie szufladkuje. Nie lubię gdy ktoś myśli o mnie tylko w kategorii, że jestem gejem. Nie lubię, jak jedna w sumie mała sprawa przekreśla mnie jako człowieka, z którym można pogadać.
Dzisiaj zostałem nazwany dzieckiem. Przez faceta, który pierwszy do mnie napisał, który chciał się ze mną spotkać, który chciał mnie poznać. Człek był to ów dwudziestopięcioletni, napisał mi nawet w mailu że gratuluje mi takiej weny twórczej, że on by tak długo i ciekawie o sobie nie napisał. Napisał też, że wydaję się być miły i ciekawy. Czyli fajnie.
Wczoraj wysłałem mu maila, bo w sumie się zdziwiłem, że facet tak na mnie leci skoro miał napisane że szuka facetów od 23 do 30. Nie odpisał mi nic. Null. 0.
Tylko usunął mnie z ulubionych.
Wszedłem dzisiaj na jego profil. Zmienił swój opis. Napisał, że nie szuka dzieci.
A mnie to wkurwia. Bo to jest tak jakby wiek rządził światem. Wiek i uroda. Urodę ponoć mam.
Bo to jest tak: Jestem wysoki. Jestem dość dobrze zbudowany. Ludzie dają mi na gębę 25 lat. Dzieci w parku się mnie boją, szczególnie kiedy idę z fajką w łapie. Czytam gazety polityczne, słucham jazzu i muzyki którą słuchali już moi dziadkowie. Czasem zachowuję się jak zmęczony życiem trzydziestolatek. Wiele osób mówi, że powinienem się urodzić 10 lat wcześniej.
Tylko dla niektórych jestem jeszcze młodym szczylem który nikt nie wie o świecie. Który jest tylko kłopotem i którym się trzeba opiekować, bawić się w tatusia pomiędzy stosunkami.
Takim ludziom dziękuję. Którzy chcą się kochać z dowodami osobistymi. Bo wieku kurwa nie widać.
 Spierdalajcie.

66) Wybory i kot

Wybory parlamentarne są już przeszłością. Głosowalem oczywiście na LiD, bo szczerze mówiąc uwierzyłem w ich liberalizm społeczny i miałem nadzieję, że coś w tych rządach z PO przeforsuje (choć wiadomo, że PO jest pod tym względem konserwatywne). Nic to, dobrze przynajmniej że PiS Przeprosi i Spierdoli do opozycji.
Wybory życiowe jeszcze przede mną. Grześ nie daje znaku życia, Hubert chyba w końcu doczytal że mam 19 lat, a on sam w rubryce „kogo szukam?” wpisał że szuka od lat 23. Tak więc chyba po ptakach.
Zostałem na lodzie, znowu sam. Doszedłem do wniosku, że zaczynam wpadać w paranoję. Że MUSZĘ mieć kogoś i sam na tym świecie nie dam sobie rady. Przecież kurwa przez 19 lat dawałem sobie radę i to całkiem dobrze!
Tak więc z dniem dzisiejszym przestaję radarować fellow z częstotliwością 150 odwiedzin na trzy dni. Może nawet skasuję sobie tam profil. Sam nie wiem… To chyba zbyt radykalne posuniecie.
Nigdy nie lubiłem kotów. Tym bardziej czarnych. Ponoć przynoszą pecha i kiedy na takiego trafisz, to świat wali Ci się na głowę. Ja znalazłem takiego jednego Czarnego Kota tydzień temu (to znaczy on mnie znalazł) i nie chcę go wykopywać z mojego życia. Bo wydaje się całkiem miły, ten Czarny Kot.
;-)

65)GG

Anonymus (19-10-2007 19:18)
Chcesz wiedzieć jak moi rodzice zareagowali na to że im powiedziałem o mojej seksualności?
Ja1 (19-10-2007 19:18)
No :D
Anonymus(19-10-2007 19:18)
Powiedzieli że im ulżyło. I mnie przytulili.
Ja1 (19-10-2007 19:18)
No to masz kul rodziców!
Anonymus (19-10-2007 19:18)
Niekoniecznie. Bo ja im powiedziałem to w ten sposób: „Mamo tato, mam raka… (kilka minut później) Żartowałem, ja tylko jestem gejem”

64) Internet to zło!

Wczoraj napisałem posta o tym, jak TVP kreuje zły stereotyp geja, że wg niej gej jest albo ciotką, albo seryjnym mordercą, albo obleśnym 50letnim grubasem, który wykorzystuje niewiedzę o świecie młodych chłopców. Długa to była notka, pełna żalu do społeczeństwa i elit rządzących. W trakcie wgrywania jej do sieci miałem przerwę w dostępie do netu i notka poszła się jebać.
Chyba dobrze, bo ostatnio zbyt często na tym blogu goszczą tematy bulwersujące i dołujące.
Ale o czym mam pisać, skoro ostatnio tylko czarne myśli się mnie łapią?
Z Grzesiem sprawa jest ciężka: ma taki tryb pracy że jest w Poznaniu raz na dwa tygodnnie i to najczęściej wtedy, kiedy ja nie mam czasu. I powiedzcie mi, Drodzy Czytelnicy, czy jest sens się w coś takiego pakować?
Na horyzoncie pokazał się Tajemniczy Hubert. Też z Poznania, też trochę starszy, ale młodszy od Grzesia. Na razie jedna wielka tajemnica.

62) Boję się

Boję się…
…Że nie dam sobie rady w dorosłym życiu. Jestem jeszcze dzieciaczkiem i nie potrafię się przyzwyczaić do własnego, odrębnego życia na własny rachunek.
…Że moja rodzina mnie nie zaakceptuje. Kocham mamę, zawsze lubiłem z nią gadać, dzielić się wiadomościami, przebywać z nią, pomagać tacie w sprzątaniu garażu, pójść na mecz z bratem, na kawę z siostrą. Boję się, że kiedy im wreszcie powiem (a powiem), to się ode mnie odwrócą, zerwą kontakty, przekreśli się te 20 lat mojego życia i powiedzą „Spierdalaj pedale!”
…Że umrę samotny, bez bliskich. Dzieci mieć nie będę  na pewno (tzn na 90%), jeśli rodzina mnie zostawi to skonam w samotności w swoim mieszkaniu i nikt mi pogrzebu nie urządzi.
…Że moi znajomi, koledzy, przyjaciele stwierdzą, że nie chcą się ze mną dalej znajomić, kolegować czy przyjaźnić.
…Że nigdy nikogo nie znajdę, bo mimo wszystko wszyscy mi mówią że zasługuję na kogoś super, a nikogo super nie mogę znaleźć…
———
Powiedziałem młodemu o moich obawach. Powiedział, że nie umrę sam, bo on mnie nigd nie zostawi. Że jego dzieci będą mnie uwielbiały, bo będę tym fajnym wujkiem który ma tyle kasy że zabiera je na lody. Że nie mam się co przejmować dorosłym zyciem, bo jestem zaradny i dam sobie w nim radę. Że jeśli powiem przyjaciołom i mnie odtrącą, to znaczy że nie byli moimi przyjaciółmi. Że naprawdę zasługuję na kogoś super.
Tylko pod koniec stwierdził że mam jeszcze nie mówić rodzinie o tym, że jestem gejem. Bo to może zniszczyć moją matkę.
Fuck
.