Moderowanie postów czasowo włączone

Moderowanie postów czasowo włączone

niedziela, 29 grudnia 2013

471) Podsumowanie 2013 r., czyli zmiany, zmiany, zmiany.

Końcówka roku '13 upłynęła tak szybko, że nawet nie zdążyłem wpaść na bloga i złożyć Wam, czytelnicy, świątecznych życzeń. Nawet święta przyszły i poszły, spędziłem je w Zapiździajewie, by drugiego ich dnia wrócić na łono Poznania, żeby rozpocząć żmudny, ale satysfakcjonujący proces przeprowadzki do nowego mieszkania.
Teraz leżę na łóżku, Moim, Poznańskim, najwygodniejszym na Świecie, w nowym już mieszkaniu, współlokatorów nie ma, bo Młody pracuje a Stary poszedł na osiemnastkę. Słucham muzyki, debatuję z moją leniwą stroną osobowości, czy otworzyć i rozpakować ostatni karton z rzeczami, czy jednak zostawić sobie tę przyjemność na później (i chyba skłaniam się ku tej drugiej opcji).

Dzisiaj po południu zdawałem moje kawalerskie lokum i kiedy tak patrzyłem na puste szafy, czystą kuchnię i widok z tak wysokiego piętra, to zrobiło mi się smutno i nostlalgicznie. Ale kurde, to w końcu 5 lat mojego życia i mnóstwo wspomnień.

Coś się kończy, coś się zaczyna.

Przeprowadzką do nowego mieszkania kończę kolejny rok blogowania. Ten rok, w odróżnieniu od poprzednich, przyniósł całkiem sporo zmian, a założenia, które stawiałem sobie rok temu, zostały w zdecydowanej większości zrealizowane. Kilogramy poszły w dół, dostałem się na aplikację, zmieniłem mieszkanie na bardziej przytulne, rzuciłem papierosy (prawie, bo czasem, raz na dwa tygodnie, zdarza mi się zapalić jednego papierosa, ale lepsze to niż paczka dziennie). Nie udało mi się jedynie zmienić pracy, ale i to jest w trakcie wykonywania. Trochę oddaliłem się od przyjaciół, ale z drugiej strony to naturalna kolej rzeczy że nie widzimy się już kilka razy w tygodniu. Każdy dorósł i ma swoje własne sprawy na głowie. A prawdziwe życie to nie FRIENDS.

Poza tym 2013 rok to rok coming outów, nie do końca ode mnie zależnych. I rok, w którym w końcu zaczęło mnie pierdolić, kto wie o tym, że jestem gejem a kto nie wie. To też bardzo gorący wiosenno - letni związek z Warszawiakiem, który wspominam bardzo miło.

To był całkiem udany rok. Mam nadzieję, że nadchodzący będzie jeszcze lepszy. Tego Wam i sobie życzę.

Postanowienie na przyszły rok mam tylko jedno, wymyślone podczas rozmowy telefonicznej z Mimą - więcej spontanu. Bo życie nie musi być uporządkowane, co nie?


sobota, 21 grudnia 2013

470) Poczułem magię świąt!

Jeju, jak się cieszę, że szewostwo znowu nie zorganizowało spotkania wigilijnego. Dzięki temu mogę już leżeć na moim Zapiździajewowym łóżku i odpoczywać, po dniu pełnym sprzątania, gotowania i przygotowywania ajerkoniaku i kukułówki.
Już kiedyś pisałem, że lubię ten przedświąteczny okres, dlatego specjalnie sprężyłem pośladki i spotkałem się z wszystkimi przyjaciółmi wcześniej, zostawiając sobie więcej czasu, który spędzę w Zapiździajewie. Powiem wam, że dopiero dzisiaj, szorując kafelki w łazience, poczułem magię tych świąt.
A nadchodzący tydzień przyniesie mi wiele wrażeń - święta, rozmowa kwalifikacyjna, przeprowadzka i (w końcu) randka. Od sierpnia na żadnej nie byłem i już chyba nawet zapomniałem, jak powinna ona wyglądać.
A może z randkami też jest jak z jazdą na rowerze?




piątek, 13 grudnia 2013

469) A ja rosnę i rosnę, latem, zimą, na wiosnę.

Powiem tak - żeby nie było za różowo, w moim życiu zawodowym ostry rollercoaster. Zostaję w firmie, odchodzę z firmy, później znów zostaję. A teraz ponownie skłaniam się ku temu, by się pożegnać.

Bardzo dziwna rozmowa z szefostwem, o miłości do pracy i tego, co się robi w niej. O oczekiwaniach finansowych z kosmosu i o tym, że jednak przegrywam na razie w konkursie na pracownika roku. Ale z drugiej strony nie chcą, żebym odchodził, bo pracownikiem jestem dobrym, choć lekko roztrzepanym.Powoli zaczynam podejmować jedyną i słuszną decyzję, przede mną weekend pełen rozmyślań dot. tego, co jest dla mnie lepsze.

Za trzy tygodnie przeprowadzka, ja zacząłem już powoli ogarniać stare mieszkanie. Na Młodego czeka ogromna torba, wyładowana po brzegi notatkami, kserówkami, kartkami dotyczącymi ubezpieczeń, dokumentów z moimi danymi osobowymi. Teraz tylko zebrać w kupę całą moją biblioteczkę, ciuchy, milion kartonów z drobiazgami "które mogą się jeszcze przydać" i zorganizować transport mebli. Może jakiś przystojny pan z Poznania miałby ochotę mi pomóc? ;)

A tymczasem waga w dół, cycki w górę. W końcu widać efekty wizualne, choć do Pudziana wciąż mi daleko (ale czy ja chcę wyglądać jak Pudzian?). Do końca jeszcze połowa, ja się czuję coraz lepiej,dzisiaj powiedziałem stanowcze i zdecydowane "Nie" kiedy koleżanka poczęstowała mnie papierosem, znów zasnąć nie mogę, trzeba się spakować i wyjechać gdzieś na weekend, żeby w spokoju pomyśleć nad paroma sprawami.

Uśmiecham się do Was weekendowo :-)




poniedziałek, 9 grudnia 2013

468) Młody mi chrapie...

... na łóżku obok a ja gadam z moją dawną, blogową żoną, z którą miałem jakieś 9 lat temu 2letni epizod wspólnego blogowania. Jeszcze jako heteroseksualny licealista, Aniołek, z milionem pomysłów na notki i o wiele uboższym warsztatem literackim.

I tak sobie przypominam, że jako 17letni chłopak to ja miałem zupełnie inny pogląd na to, jak będzie wyglądało moje dorosłe życie. Anioł w garniturze włoskiego projektanta, robiący Bardzo Ważne Rzeczy w Bardzo Ważnej Firmie, zarabiający Bardzo Duże Pieniądze, jeżdżący Bardzo Ładnym Samochodem i posiadający Bardzo Męskiego Faceta.

I teraz leżę na tapczanie (nawet nie moim, na moim chrapie przecież Młody), ubrany w jeansy i sweter, bo w mieszkaniu trochę zimno, śmierdzący obiadem, który Młodemu zrobiłem po moim powrocie z roboty, myślę sobie, że chyba nie tak sobie tę całą DOROSŁOŚĆ wyobrażałem. Nie pracuje przecież w Bardzo Ważnej Firmie i nie robię Bardzo Ważnych Rzeczy, na moim koncie są pustki (choć ostatnio zaczynam zauważać również te finansowe skutki niepalenia) a zamiast Bardzo Ładnego Samochodu mam niezbyt ładną kartę miejską. No i w mieszkaniu nie czekał na mnie Bardzo Męski Facet, tylko w chuj zmęczony i głodny Młody.

Ale z drugiej strony źle też nie jest. Przynajmniej pracuję w stałych godzinach, nie siedzę dniami i nocami na delegacjach, mam czas na własne życie i nie chrapię u mojego brata w mieszkaniu, jak Młody. Który mimo tego, że zawodowo wywindował w górę i posiada praktycznie wszystkie opisane przez Anioła - Licealistę rzeczy (oprócz Faceta, bo on raczej z tych waginofilów), to jednak szczęśliwy nie jest. I mówi mi wprost - "Aniołku,, ile bym dał, żeby się z Tobą zamienić i w końcu porządnie wyspać".


A Wy? Jak uważacie? Kto ma lepiej?

niedziela, 1 grudnia 2013

467) Co się dzieje u Anioła?



Tymczasem u Anioła:
1. Mieszkanie znalezione. Ładne, ciepłe, z dużą kuchnią. Mój pokój jest zielony! Przeprowadzka zaplanowana na po świętach. Leżę sobie na moim łóżku w moim starym mieszkaniu. Gapię się w sufit i przypominam sobie wszystkie te wspaniałe rzeczy, jakie działy się tu przez ostatnie 5 lat. A było ich baaaaardzo dużo. Dziesiątki imprez, randek, spotkań towarzyskich uwiecznionych na zdjęciach.
Będę tęsknił.
2. Poszukiwania pracy zawieszone. W najbliższym czasie czeka mnie rozmowa z Szefem, który się opamiętał i chce porozmawiać o moim dalszym rozwoju w Firmie. Zobaczymy, czy spotkamy się pośrodku, czy jednak pożegnamy się w najbliższym czasie. A przedwczoraj dostałem maila, że mam za wysokie kwalifikacje zawodowe żeby pracować tam, gdzie bardzo chciałem. Nie dogodzisz, kurwa.
3. Papierosy znowu papa. Masakra, po dwóch miesiącach wystarczyły dwie imprezy, żeby poczuć nikotynowy głód. Słaby jestem, oj słaby. Ale od dzisiaj znowu walczę.
4. Kilogramy idą w dół, jeszcze trochę i będę pięknym ciastkiem za którym będzie oglądał się każdy facet. Ale czy tak naprawdę o to mi chodzi?
5. Ostatnio myślałem o tym, że fajnie by było znów pójść na randkę. Ale po raz kolejny włączył mi się tryb "I chciałbym, i boję się". W moim życiu dzieje się bardzo dużo rzeczy i musiałbym je sobie uporządkować, ale z drugiej strony, fajnie by było mieć kogoś przy sobie, komu mógłbym powiedzieć o tym, co przy okazji zmian gra w mojej głowie. A gra całkiem sporo.
6. Kolejny weekend pod znakiem picia. W przyszły nie ma bata, jadę do Zapiździajewa malować Rodzicielom mieszkanie. Postanowione! Potrzebuję pomachać pędzlem, odstresować się i nie myśleć o niczym innym, niż o tym, że za chwilę Rodzicielka zawoła mnie na obiad.