Moderowanie postów czasowo włączone

Moderowanie postów czasowo włączone

niedziela, 24 listopada 2013

466) Dwie imprezy

Mijający weekend przypominał mi te, jakie miałem jeszcze dwa - trzy lata temu, za czasów studenckich.
Z pewnymi wyjątkami. Ale po kolei.

W piątek litry wódki i piw (niestety w tej kolejności) na imprezie urodzinowej koleżanki z roku. Kilkanaście osób, z których większość znałem bardzo dobrze. W pewnym momencie, zacząłem rozmawiać w kilkuosobowej grupie, między innymi z facetem (znajomym znajomych), którego nigdy nie widziałem na oczy. Nigdy. Zaczęliśmy rozmawiać o życiu, o rodzinie, o dzieciach. Zwierzyłem mu się, że sam bym chciał założyć rodzinę i mieć kiedyś dziecko. A ten wyjebał:

-Anioł, chcesz mieć dzieci? Przecież Ty jesteś gejem.

Jego donośny głos uniósł się po kuchni, docierając do znajomych ze studiów, którzy nie wiedzieli o tym fakcie.
Powiedziałem tylko coś w stylu "kurde, wiesz, że o tym już od kogoś słyszałem?"
Ciągnął temat dalej.
Na odchodne rzuciłem tylko "Stary, nie znam Cię przecież. Co mam powiedzieć? Że jestem gejem, albo gejem nie jestem? Po chuj chcesz to wiedzieć? Nie potwierdzę i nie zaprzeczę, bo nie uważam, że wstyd być gejem, wstyd to kraść. No sorki".
Poszedłem na fajkę. Przyznaję, po dwóch miesiącach rzucania musiałem zapalić. Poczęstował mnie Narzeczony Wyzwolonej, upewniając się, czy na pewno chcę. Pogadałem z nim, obaj najebani, powiedział tylko "Kurwa Anioł, na świecie są ludzie, którzy chlapią za dużo. Nie możesz się wszystkimi przeżyć. To Twoje życie.
A Facet? Jeszcze kilka razy przepraszał mnie i w ogóle. Ale trudno, mleko się wylało.

Wróciłem z fajki i otworzyłem kolejne piwo.
--------------------------------------

Dzień później na kacu gigancie zadzwoniła do mnie Wyzwolona, żebym wpadł na drinka i domową pizzę z Młodym.
Z zaproszenia skorzystałem. Przy krwawej Merry i wściekłych psach opowiedziałem jej i jej narzeczonemu o imprezie i o tym co na niej zaszło. Narzeczony Wyzwolonej, lekko zdenerwowany powiedział "Ej, Anioł, sorki, ale za pięć minut wpadają Homofob 1 i Homofob 2, którzy wczoraj na imprezie byli, nie pomyślałem, jak ich zapraszałem".
Trudno, przyszli, wypiliśmy jeszcze kilka shotów i zaprosiłem ich do mojego mieszkania, żeby pograć do późnej nocy w karty. I pogadać. 5 lat temu cała trójka wznosiła w trakcie alkoholowych libacji toasty "na pohybel pedałom". Wczoraj toasty były inne. "Anioł, żeby więcej gejów było takich jak Ty".

Mimo wszystko, naprawdę dziwne uczucie.


środa, 20 listopada 2013

465) Czajniczek

Dzisiejszy wieczór poświęciłem na rozmyślaniu o tym, jak ciężko znaleźć wymarzone rzeczy.
Rozumiecie o co mi chodzi?
No bo idziesz do sklepu z zamysłem "kupię sobie czajniczek. Niebieski, żeby pasował do koloru moich ścian. Żeliwny i ciężki. Ale nie za duży, bo przecież mieszkam sam i nie potrzebuję takiego dla 10osobowej rodziny. Z gwizdkiem, który nie wkurwia od pierwszej sekundy wypuszczanej pary. No i żeby kosztował stosunkowo mało".
Wchodzisz, rozglądasz się - i są czajniki. Ale jak na złość żaden nie spełnia wszystkich Twoich wymagań (choć wybór jest ogromny). No więc, rozglądasz się, przechadzając po odpowiedniej alejce, podnosisz każdy po kolei i z niesmakiem odkładasz na miejsce. W pewnym momencie ktoś z obsługi pyta się "Pomóc może Panu?". A Ty mówisz "nie, dziękuję", bo w sumie sam nie wiesz jak wytłumaczyć komuś, czego tak naprawdę szukasz.
I w końcu wychodzisz ze sklepu bez czajnika.

Czajniczka akurat aktualnie nie szukam. Ale mam plany i marzenia dotyczące na przykład nowej pracy, czy nowego mieszkania. Że mieszkanie musi mieć prysznic, a nie wannę, żeby było ekonomiczne, w dzielnicy, w której już mieszkam, żeby nie było aneksu kuchennego i by dojazd był dobry.
A praca? Lepiej nie mówić.

Tak sobie dziś myślałem, że w moim życiu za dużo tych metaforycznych czajniczków do szukania. Na początku byłem pewien, że tak rygorystyczna zmiana mojego życia będzie dla mnie najlepsza. A teraz? Dużo bym dał, żeby było już po wszystkim. Chyba jestem jednym z tych, którzy myślą, że nie chodzi o to, by króliczka gonić, tylko żeby go złapać.

Myślę, że chyba jednak takim najbardziej upierdliwym czajniczkiem jest dla mnie facet na całe życie. Bo ma mieć mnóstwo zalet, zero wad.  Powoli zdaję sobie sprawę, że kilka czajniczków w moim życiu odłożyłem na półkę bez dokładnego ich sprawdzenia. Po wszystkich latach poszukiwań jestem już tym zmęczony. Ale choćbym nie wiem jak bardzo zarzekał się, że pogodziłem się ze statusem singla na całe życie, to w wieczory takie jak ten myślę, że z chęcią napiłbym się czegoś gorącego. A do tego kształt czajnika, jego kolor czy intensywność gwizdania są naprawdę nieważne.



sobota, 16 listopada 2013

464) Rozmowy "w trakcie" i "po"

Nie, zboczuchy, nie chodzi mi ani o pikantne rozmowy w trakcie współżycia, ani o te po przypadkowym seksie, typu "a tak w ogóle to Anioł jestem". Już nawet nie pamiętam, jak się człowiek wtedy czuje, bo od zerwania z Warszawiakiem jestem naprawdę grzeczny a fellowowe konto moje umiera od niewchodzenia na nie. Siema, trudno, są inne sprawy w życiu, niż seks, związek, miłość, rodzina. Dziś wieczorem na przykład obejrzę sobie Voice'a (ale oni ładnie śpiewają) i przeczytam nowego Wiedźmina. A co!

W każdym razie odszedłem od tematu.

Na kolejnej rozmowie kwalifikacyjnej błyskałem poczuciem humoru, elokwencją, umiejętnościami. I nawet na pytanie "czy jeździ Pan, Panie Aniele, często samochodem?" odpowiedziałem "tak". A nie jeżdżę. To znaczy prawo jazdy mam, ale od kilku lat schowane w szufladzie. To lekkie kłamstewko począłem jak najszybciej naprawić, przyjechałem do Zapiździajewa i dzisiaj jeździłem pod czujnym okiem Młodego przez dwie godziny. Bilans - zero rozwalonych drzew, żaden zderzak nie odpadł, strat w ludziach też nie ma.
Może jednak umiem jeździć?

-----------------------------------

Wiecie jaka jest różnica między prawnikami i nieprawnikami?

To, że kiedy opowiadam prawnikom i nieprawnikom o moich oczekiwaniach finansowych, nieprawnicy mówią "A Ty nie powiedziałeś im za mało?" a prawnicy "A Ty nie powiedziałeś im za dużo?".

Oczekiwania finansowe mam niezbyt wygórowane. Żeby mieć na pokój, aplikację, jedzenie i ekstrawagancję raz na jakiś czas w stylu "Dzisiaj kupię sobie piwo w pubie!". Tylko branża chujowa.

poniedziałek, 11 listopada 2013

463) Good luck

Odpoczywam.
Zeszly tydzień w robocie do najprzyjemniejszych nie należał, nerwówki dużo, oczekiwań jeszcze więcej i znamienne słowa szefa, że jak jest dużo roboty to może powinniśmy zostawać trochę po pracy, żeby to wszystko ogarnąć (charytatywnie, z potrzeby kurwa serca). Pędzę, lecę.
Ogólnie w robocie dziwne zawieszenie. Kotek i myszka - nie wyrzucą mnie, ale wiedzą, że sam chcę odejść. Atmosferę można ciąć nożem, ale póki nie dostałem lepszej oferty, to wybrzydzać nie mogę. Uśmiech nr 5 na twarz i żwawo wykonywać pracownicze obowiązki.

Wszystkie postanowienia póki co realizuję. I nie uwierzycie co.
Wczoraj nawet BIEGAŁEM.
Tak, dobrze czytacie.
Biegałem.
Ja.
Świat się kończy.

poniedziałek, 4 listopada 2013

462) Ciemność widzę!

I znowu wychodzę z roboty - ciemno.
Czyli zaczęła się najgorsza i najbardziej dołująca pora roku.
Ale ja się nie poddaję, zakładam różowe okulary i dumnie prężę swoją coraz większą klatę, kładąc laskę na przeciwności losu.

W tym roku jesienno-zimowego doła nie przewiduję.
Nie mam na to czasu.





A teraz idę sprzątać, bo Młody pod moją nieobecność zrobił popijawę, po której 'zapomnial' posprzątać. (I MNIE NIE ZAPROSIŁ!)