Moderowanie postów czasowo włączone

Moderowanie postów czasowo włączone

sobota, 1 marca 2008

121)-126) Marzec 2008


126) Z autodedykacją.

Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości jak… ja.
Jestem ostatnio cholernie uczuciowy. Przez jakiś ostatni miesiąc czułem się nadzwyczaj samotny. Parę życiowych i uczuciowych niepowodzeń sprawiło, że z wesołego i zawsze uśmiechniętego (choć, tak nawiasem mówiąc, kiedy się uśmiecham to wyglądam jak chomik… taka karma) człowieka stałem się zamknięty w sobie. Znajomi i koledzy dali się nabrać, że to tylko zmęczenie, Eliza już nie.
Eliza: Aniołku, co się dzieje? Ostatnio jesteś strasznie zagubiony. Denerwujesz się, boisz się powiedzieć coś od siebie, jąkasz się, jak mówisz… Co się dzieje? Coś w domu nie tak? A może przejmujesz się, że znów nic z miłoścą nie wyszło? Nie przejmuj się, kotek, jak chcesz to ja mogę z Tobą chodzić. To co, że nie mam penisa, przecież nie wygląd jest najważniejszy, sam mi to mówiłeś!
Co jak co, ale Eliza to mi się udała.
Chyba zaczynam się bać miłości. Moje doświadczenia z nią do najprzyjemniejszych nie należały, kilka lat temu zakochałem sie w koledze z klasy, który mnie wykorzystał i porzucił, żegnając epitetami pod moim adresem. Tak więc… boję się tego uczucia.
Niby kilka razy byłem na randkach, raz, czy dwa poczułem jakąś chemię między nami, ale za każdym razem skończyło się tak szybko, jak się zaczęło. Czasem myślałem, że jest cudownie, że się komuś spodobałem, że może być coś z tej znajomości, wracałem z randki cały w skowronkach… A okazało się całkiem inaczej. Częściej jednak kończyło się z mojego powodu. Chyba nie dorosłem do miłości, boję się, że kiedy zacznie mi na kimś zależeć, cały świat przestanie dla mnie istnieć, przestanę się hamować, będę chciał wykrzyczeć całemu światu, że jestem zakochany w facecie i chuj wszystkim do mojej miłości. Ale wiem, że raczej nie pomoże mi to w moim życiu.
Chyba sobie dam spokój na razie z miłością. Mam pracę, studia, przyjaciół, znajomych, kochającą rodzinę, po co sobie komplikować życie czymś ponadto?

125) Nasza-Klasa

                Ostatnimi czasy nawet Doda nie wzbudza w ludziach tyle sensacji, co jeden ze społecznościowych portali internetowych – czyli Nasza-Klasa. Słyszy się o niej dosłownie wszędzie – idzie sobie człowiek na przystanek tramwajowy, a tam rozmowa dwóch studentek o tym, że na Naszej-Klasie wyczaiły niezły towar. Wracam do mieszkania, a tam współlokator pokazujący mi jego nowe znajomości ze studiów. Idę na wykład, a tam wykładowca w trakcie omawiania Czegoś Bardzo Ważnego wtrącił: „Niech się Państwo przedstawią, jeśli mnie Państwo dodadzą do znajomych na N-K”. Jadę do Rodzinnego Domu, a tam w TV jakąś blondynę z ‘Plebanii’ (Zdzisię? Misię? Krysię? Nie pamiętam) odwiedza przyjaciółka z dawnych lat, którą znalazła „na takim jednym portalu”. Strach otworzyć lodówkę.
                Nic więc dziwnego, że już ponad 6 milionów osób założyło sobie konto na N-K. Nawet moja mama, mój tata, wujkowie, kuzynka z podstawówki… i ksiądz. A że sam byłem zaciekawiony ‘z czym to się je’, postanowiłem jakiś czas temu sam założyć sobie tam profil. Mam już jeden na fellow, jeden na gronie, jeden na jakimś tam czymś, więc jedno miejsce do uprawiania wirtualnego eksibilicjonizmu więcej, jedno mniej… jaka to różnica?
                Muszę stwierdzić, że mnie wciągnęło. Tzn, nie siedzę całymi nocami i nie wyszukuję znajomych z danych lat, nie piszę maila każdemu, kogo rozpoznaję i nie zapraszam na kawę, czy inny trunek. Po prostu, gdy nie mam co robić, odpalam laptopa i zaczynam się bawić. Rozpoczynam małe polowanie, którego celem jest zaspokojenie chorobliwej ciekawości, szukanie odpowiedzi na pytania: „Co się stało z tymi ludźmi? Czy się zmienili?”.
                Mam lat dwadzieścia, można powiedzieć, że jeszcze nie zdążyłem zatęsknić za znajomymi z podstawówki, gimnazjum, a co dopiero liceum. Prawda jest jednak taka, że w młodości (Boże, jak to brzmi…) kilka razy się przeprowadzałem, toteż miło mi jest znaleźć kolegę, z którym biłem się na przerwach w drugiej klasie, czy koleżankę, która wysłała mi walentynkę i stwierdzić (odpowiednio): „Ha, a on ma teraz 170 cm i już łysieje!” albo „Oja, kiedyś miała krzywe nogi i aparat na zęby, a teraz pracuje w modelingu. I ONA NA MNIE LECIAŁA!”. No O.K., przejaskrawiam i ironizuję. Nie jestem aż tak złym i zawistnym człowiekiem ;-)
             Poza tym fajnie jest przeczytać komentarze pod swoimi fotkami, że niby zmężniałem, że na ulicy by mnie nie poznali, że ogólnie nice lans. Można wyleczyć kompleksy, albo nabawić się cukrzycy, od zbytniej słodkości. Bo tutaj wszyscy są mili i nawet pasztetowi nie mówi się, że jest brzydki, tylko: „Nic się nie zmieniłaś od czasów liceum ;-) ”.
                O jej, ale nie o tym miałem. Przepraszam za przydługi wstęp, pewnie i tak go nikt nie przeczyta, bo analfabetyzm intelektualny ponoć w Polsce cały czas rośnie.
                Wczoraj zobaczyłem na Naszej Klasie fotkę mojego byłego przyjaciela ze szkolnej ławy z jego dziewczyną. Pod nią podpis „Kocham Cię, jesteś moim skarbem!”. Widziałem ich parę razy w rodzinnym mieście. Ona w okularach przeciwsłonecznych, chociaż Słońce nie grzało, on szedł przed nią. Nie trzymali się za rękę. Jego sąsiad mi mówi, że mieszkają razem. Że on ją bije, że jest chorobliwie zazdrosny. A ona go nadal kocha.
                Miłość jest ślepa. A czas zmienia ludzi. Bo w szkole chłopak miał same piątki, dużo czytał. Graliśmy razem w piłkę… A potem wyjechałem.
                Czasem się zastanawiam, jak można się zakochać do nieprzytomności, tak, żeby człowiek nie dbał o siebie i kochał drugą osobę, chociaż ona go krzywdzi…
To ja już wolę być singlem.

124) Zaspałem.

Zaspałem… Zapomniałem o pisaniu na tym blogu.
No dobra, wcale nie zapomniałem, po prostu nie miałem o czym pisać. Brak mi było weny, żeby napisać o moim nudnym strasznie życiu w jakiś, bardziej ciekawy niż przepis na chleb, sposób -  przyznaję się bez bicia.
———————————————–
Ostatnio strasznie się zbliżyłem z młodym, odkąd wróciłem na jakiś czas do rodzinnego gniazdka, wychodzę z nim na papierosa (ja palę, on nie, bo jest za młody ;D) i spacer, i sobie gadamy o wszystkim.
O moich życiowych planach.
O tym, że nie mam faceta i że nikt mnie nie kocha.
O tym, że on nie ma dziewczyny i nikt go nie kocha.
O tym, że dziewczyny są głupie.
I faceci też.
O tym, że coraz bardziej ciągnie mnie do coming outu bliskim.
O tym, że mam zajebiste studia, tylko się w ogóle na nich nie uczę.
O tym, że nikt nas nie kocha. Obu.
O tym, że moje przyjaciółki, które mnie kochaj i życzą mi znalezienia zajebistego faceta, są głupie, bo same mają milion razy większe szanse na znalezienia tego jedynego a go jeszcze nie posiadają.
O tym, że lewica balansuje na granicy progu wyborczego.
O tym, że umrę sam, w pustym mieszkaniu i moje zwłoki zjedzą koty.
Cholera, tęsknię za domem.
———————————————–
On powiedział, że jestem świetnym facetem, ale ma blokadę, żeby wiązać się z młodszym o 6 lat mężczyzną…
Dlaczego trafiam albo na pijaków, albo na biseksualistów, albo na zajebistych w chuj facetów, dla których jestem kilka lat za młody?
Nie wiem.
Taka karma?
———————————————–
Ale nic to, że mi z miłością nie wychodzi.
Dostałem ostatnio dwie propozycje seksu za pieniądze.
Tzn jedną od gościa z Łodzi, który najpierw stwierdził że jestem pijany, albo naćpany, kiedy do mnie zagadał na gg (bo pisałem zdaniami wielokrotnie złożonymi!), a potem stwierdził, że nie ma sensu ze mną gadać, bo n ie przyjadę do niego na weekend do Łodzi.
A drugą od 40latka, który w zamian za kino i kolację niczego ode mnie nie wymaga (‘przecież nie musisz ze mna uprawiac seksu, no chyba ze maly oralik hehe’).
Skąd tacy się biorą?

123) Mili starsi panowie ze Starego Rynku

Siedziałem sobie ostatnio na ławeczce naprzeciwko pręgierza i czekałem na kolegę. Czekałem z niecierpliwością, bo kolega ten był z fellow i nie mogłem się doczekać, żeby poznać go w realu.
Była godzina 19.00… Kolega wysłał mi jakiś czas temu smsa, że się spóźni ok 20 minut. Spoko, tak więc wyciągnąłem papierosa i usiadłem na ławce.
Słucham sobie Raz Dwa Trzy…
Podchodzi do mnie facet, na oko lat 50, brudny i jakiś taki nieświeży… Widać, że przytłoczony życiem.
-Przepraszam ja Pana bardzo, mogę sobie obok Pana usiąść?
-Spoko, ławeczka jest wspólna, proszę bardzo.
-Ja ładnie przepraszam, ale niestety nie wziąłem z domu wystarczająco dużo pieniędzy, żeby kupić sobie paczkę papierosów. Poczęstuje mnie Pan jednym? Ja mogę zapłacić.
-Nie ma sprawy, co prawda papierosy są coraz droższe, ale myślę, że jednego mogę Panu odstąpić.
-Ależ dziękuję najuprzejmiej. A Pan to pewnie licealistą jest?
„Ojacie, pierwszy raz od dłuższego czasu ktoś odjął mi lat! Życie jest piękne!”
-Nie… Jestem na studiach. Pierwszy rok.
-A można wiedzieć jaki to kierunek Pan studiuje?
-Oczywiście… (i powiedziałem nazwę mojego kierunku)
-Ładnie, to znaczy ja nie, ale mój brat (… nie słuchałem go, z niecierpliwością czekałem na kolegę)
——————
Rozmawialiśmy tak sobie, gdy podszedł do nas na oko 40letni punkowiec. Fryzurę miał sztywną od czegoś, był nieźle zawiany.
-Pszepriaszam badzo. Czy poratujecie mnie chłopoki?
-O papierosa chodzi? – zapytałem.
-Nie, to znaczy o to też, ale zbieram na winooooo.
-Niestety nie mam pieniędzy, jestem biednym studentem i muszę oszczędzać na książki (i piwo, i papierosy, i inne takie)
-Ech, to nic – Patrzy się na mnie – Franek jestem.
-Aniołek
Przybysz popatrzył się na pana z numerem jeden i krzyknął:
-WOJTEK!?
-To my się znamy? – odparł pan z numerem jeden.
-Kurwa nie pamiętasz ludzi z którymi razem na izbie siedziałeś?!
——————–
Pożegnałem się z Panami i zadzwoniłem do kolegi. Autobus spóźnił się kilkanaście minut, więc miał się spóźnić jeszcze 30 minut.
Poszedłem do mojego ulubionego baru i tam na niego czekałem.
Postanowienie nr3:
Nie umawiać się z kimkolwiek pod pręgierzem wieczorem. W sumie chujowe towarzystwo tam się znajduje.
Ale było całkiem ciekawie… Przynajmniej mogę się chwalić znajomym, że mam kumpla, który siedział w więzieniu (bo pan z numerem dwa siedzial trzy lata) ;-)

122)After

„Pod niebem pełnym cudów
Nieruchomieję  z nudów
Właśnie pod takim niebem
Wciąż nie wiem, czego nie wiem”

Dlaczego ja nie wiem czego chcę w życiu?
Dlaczego jestem strasznie nieśmiały, jeśli chodzi o kontakty męsko-męskie? Pogadać przy piwie i owszem, ale później?
„Przyjaciółko, wiesz, ja jestem strasznie nieśmiały”
„Ty nieśmiały, Aniołku?! Ty potrafisz babce od ćwiczeń powiedzieć, że nie zrobiłeś projektu i nie nauczyłeś się na zajęcia, bo w nocy miałeś spotkanie towarzyskie i wróciłeś zawiany nad ranem!”
„Ale to nie to samo.”
Nie to samo…

121)Mrok.


Czytając, słuchaj: Justyna Steczkowska – Wracam do domu
Powoli wychodzę z mroku samotności.
Wie o mnie już parę bliskich mi osób, przyjaciółki, brat, koleżanka, inni…
Nareszcie czuję się wolny, nie muszę kłamać osobom, które kocham, gdy pytają się mnie o to, czy się z kimś spotykam.n Niesamowite uczucie, móc wylać wszystkie swoje żale Przyjaciółce przy winie i popłakać przy filmie, podczas, gdy ona wtula się w moje ramiona.
——————————-
Chyba jeszcze nie dorosłem do tego, żeby powiedzieć to moim rodzicom. Wiem, że będzie to przełom w moim życiu, ale poczekam na to, aż dojrzeję.
Boję się, że będzie to wyglądało jak w teledysku do nowej piosenki Justyny Steczkowskiej,  że mama zacznie mi wypominać że jestem pedałem, że będzie mnie prosiła, żebym poddał się leczeniu, że powie, że mnie nie kocha. A tata mnie wyrzuci z domu. Chyba był tego nie przeżył.
Chociaż… jeśli zrobią to tylko w przypływie emocji, a potem stwierdzą że jestem dla nich nadal tym samym człowiekiem? W przypływie złości można powiedzieć wszystko. Sam żałuję kilku rzeczy, które wypowiedziałem pod wpływem silnego wzburzenia.
Dziwne uczucie, koleżanka ultrakatoliczka i prawicowa powiedziała mi, że matka powinna znieść wszystko, i chcieć, żeby jej syn był szczęśliwy. Bo jeśli ważna jest dla niej tylko reakcja sąsiadów, to nie jest godna nazywać się matką.
Ta piosenka źle na mnie działa. Justyna pięknie śpiewa, teledysk powoduję u mnie falę silnego wzburzenia negatywnych uczuć. A jednak słucham już jej dwa dni.
Ech
——————————–
Ostatnio duszę się w moim rodzinnym domu. Rodzice by chcieli, żebym wracał do niego co tydzień, jadł zdrową żywność, napychał się obiadkami i plotkami z życia rodzinnego. A ja… boję się do niego wracać.
Tak się zastanawiam – jeśli mama zaakceptowała to, że paliłem papierosy, to może zaakceptuje mój homoseksualizm? W końcu palenie szkodzi zdrowiu.
A miłość i szczęście?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad ;-)