Moderowanie postów czasowo włączone

Moderowanie postów czasowo włączone

środa, 21 maja 2014

496) Prosty Anioł

Na dworze gorące 27 stopni, w biurze pierwszy raz w tym roku odpaliłem klimatyzację.
Powiem Wam, że moim zdaniem ten, kto klimatyzację wymyślił, powinien dostać pokojową nagrodę Nobla. Jak Wałęsa!

A tymczasem dostałem wirtualnego kosza.
Facet fajny wizualnie, rozmowa nawet sie kleiła do momentu, kiedy zaczęliśmy nawijać o tym, co robimy w wolnym czasie. I okazało się, że nie wpasowuję się w jego intelektualny ideał. Bo nie słucham bałkańskiej muzyki indie czy Beethovena, nie czytam książek dokumentalnych i reportaży o budowaniu studni w Sudanie, nie wyjebałem przez okno telewizora i nie zacząłem latać do Kina Muza by kontemplować rosyjskie melodramaty. Więc nie będziemy mieli o czym rozmawiać, siema!

No siema, siema, miał rację. Nie będziemy.

Ja jestem prostym Aniołem. Właśnie skończyłem czytać książkę, w maju przeczytałem ich 8 (ale "tylko" przygodowych - saga o Percym Jacksonie, polecam serdecznie), na moim komputerze czekają na mnie gigabajty odcinków moich ulubionych seriali, w tle leci moja ukochana Nosowska, wzdychając, że wszyscy umrzemy, wszyscy. Lubię mało ambitne rzeczy, nie gram w golfa - wolę rolki, od szachów wolę Boże Igrzysko a od płakania nad francuskim dramatem wolę wyjście z przyjaciółmi na piwo czy szybką sesję RPG. I mi z tym wszystkim jest bardzo dobrze.

Dosyć poważny jestem w pracy. Tam zadowalam erudycją klientów, piszę bardzo konkretne  pisma i nie staram się nie dać plamy na spotkaniach biznesowych. Po całym dniu spędzonym w pracy mam ochotę zająć się czymś innym, nawet jak to jest nowy odcinek Top Chefa na Polsacie.

Taki jestem i takiego faceta szukam. Nie przeegzaltowanego chłopaka, który patrzy się na wszystko ironicznie. Z którym mógłbym wyjść do teatru na dobrą sztukę (bo do teatru też chodzę :O), ale i emocjonować się finałem Eurowizji w TVP.

Pospacerować na Cytadeli po ciężkim dniu w robocie i śmiać się z nim do rozpuku z tego, gdzie Ewelina z Warsaw Shore zgubiła tipsa.

Bo życie nie jest tak całkiem poważne i nie opłaca się go brać zupełnie na serio.



11 komentarzy:

  1. i bardzo słusznie !!! :)

    ps. ja dziś po 5 latach poddałem się i skasowałem swoje fellow !

    hope

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie było sensu trzymać tego konta tam dalej, przecież ludzi na ulicy po nicku z fellow mógłbym nazywać :D

      Usuń
  2. Może chociaż interesuje cie czeski neoromantyzm? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Bo życie kabaretem jest, do kabaretu wejdź" to tyle Panie Anioł

    OdpowiedzUsuń
  4. Anioł, to by jesteś normalny chłop, a nie niewiadomo co :P i tak trzymaj! :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniele, pozwól, że tak po imieniu ;)
    Według mnie to całkiem normalny jesteś, rzekłbym standardowy, a mimo to jedyny w swoim rodzaju i nie ma co na siłę się zmieniać dla innego, ani też przejmować innymi, którzy nie dopuszczają do siebie myśli, by dopuścić do siebie kogoś o innych poglądach, zainteresowaniach.
    W miłości nie chodzi o to, by znaleźć klona, który będzie wypisz wymaluj jak ja. Klona, który oczekuje, że będziemy przejawiać te same zainteresowania, czerpać radość z identycznych rozrywek itd… jakież życie byłoby wtedy nudne. W miłości chodzi o to, by znaleźć drugą połówkę tak przyciągającą, a jednocześnie odmienną od nas samych, by wzajemnie się uzupełniać. A może się mylę? Co ja prawnik wiem o miłości? :-P
    Creative28

    PS. Szczęściarz z Ciebie, ja klimy w biurze nie mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Creative, z checia bym sobie z Tobą porozmawiał w cztery oczy - napisz do mnie na maila (formularz po prawej stronie w menu ;)

      Usuń
  6. Tak, zgadzam się. Tu masz rację.
    Chadzając po fellow, czasem odnoszę wrażenie, że wymagania użytkowników, co do spędzania wolnego czasu i rozmawianiu o zainteresowaniach, są strasznie wygórowane. Ich zajebistość oślepia mnie z małego ekranika w telefonie. Nie wspominając, że prócz znajomości 34 języków świata, gotowania islamskiego żarcia, zgłębiania tajników populacji surykatek w Kalaharii i szycia na drutach, towarzysz musi wyglądać jak grecki bóg.
    Chyba wolę zajebistość Eweliny, która prostuje włosy żelazkiem małym zdzirom i małej Ani, która patolem nie jest!

    Darek :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad ;-)