Przepraszam, że nie pisałem tak długo.
Spowodowane to było
faktem, że chciałem napisać coś specjalnego z okazji pewnego rodzaju
jubileuszu – bo to, co teraz czytacie, to mój trzysetny post.
Myślałem, że zrobię pewnego rodzaju podsumowanie tych prawie czterech
lat mojego życia, które odważyłem się opisać na blogu. Mój pierwszy
post tutaj pochodzi z 13 listopada 2006 roku… Prawie prehistoria, co
nie?
Długo myślałem nad tym podsumowaniem. Bo wiecie, to cholernie trudna
sprawa porównać Anioła – osiemnastolatka i Anioła – faceta z 22 letnim
stażem na ziemi.
W ciągu tych 4 lat zmieniło się bardzo wiele. Wierni czytelnicy (są
jeszcze jacyś, którzy przeżyli moje kaprysy i nieregularne pisanie?

) pamiętają początkowe posty. Pełne strachu, młodzieńczego buntu i
ciągłego narzekania na życie. Pisałem o tym, że życie geja w Polsce jest
straszne, że nie mogę z nikim pogadać o moim życiu i o mych problemach.
Że rodzina nie wie panicznie boję się ich reakcji. Że znajomi nie
wiedzą a jakby się dowiedzieli, to by się ode mnie odwrócili. Że w
telewizji homofobia, na ulicy homofobia, w domu homofobia, w szkole
homofobia… aż strach otworzyć lodówkę.
Pisałem o tym, co dzieje się w moim życiu – o nauce na maturę, o
stresie z nią związanym i o podejściu do próbnej matury. Później miałem
kilka miesięcy przerwy, spowodowanej tym, że nie czułem się z tym
blogiem związany, miałem jeszcze jeden internetowy pamiętnik, który
bardziej pielęgnowałem. Ale po kilku miesiącach wróciłem. Chyba trochę
odmieniony.
Przez ten czas zyskałem świetny kontakt z Młodym, szykowałem się na
przeprowadzkę do Poznania, na rozpoczęcie studiów. A przeprowadzka i
pierwszy rok studiów był dla mnie nie tylko kolejnym etapem nauki, ale
także życia.
Od początku zakochałem się w Poznaniu, uwielbiam to miasto. Poznałem
świetnych ludzi, zacząłem się otwierać na świat, również w kwestii
mojego homoseksualizmu. Były pierwsze randki, pierwsze zauroczenia,
pierwsze rozczarowania. Były wieczory z Elizą i Modelką. Była kiełkująca
przyjaźń z Wyzwoloną, która trwa do dziś. Poznałem też Pedagożkę i Parę
Doskonałą, choć nie wiedziałem, że będą mi tak bliscy. Poznałem ludzi,
których naprawdę kocham i przy których czuję się świetnie. Poznałem
świetnych znajomych , z którymi nie raz wracałem o szóstej rano do domu,
po ostrej imprezie, żeby przespać się godzinę i pójść na zajęcia
Rozpocząłem coming out, który zatamowany został przez perturbacje
związane z Młodym. Najpierw Edizie, przy okazji wieczoru filmowego.
Pamiętam, jak trzęsły mi się ręce, kiedy zapytała się, która dziewczyna
podoba mi się na moim roku. Pamiętam jedną fajkę odpalaną od drugiej,
kiedy jej opowiadałem o swoim życiu. I dziwną lekkość, choć mimo
wszystko, bałem się z nią spotkać dzień później. Później Modelka, na
schodach mojego wydziału, potem Wyzwolona, kiedy jedliśmy obiad w Mc
Donalds. Pedagożka dowiedziała się sama. Para Doskonała jakiś czas
później.
Wszyscy okazali zrozumienie i akceptację, choć czasem nie było łatwo,
ale przede wszystkim nie było łatwo mi. Każdy kolejny comming out był
lżejszy, w końcu, kiedy powiedziałem najbliższej mi kobiecie „Mamo,
jestem gejem” i zostałem obdarowany najpiękniejszym uśmiechem, choć
trochę mimo wszystko smutnym, mówiącym „Rozumiem synku, kocham Cię i
chcę, żebyś był szczęśliwy”, coś we mnie pękło. Zacząłem myśleć, że
Polska nie jest taka zła. Polacy nie są nietolerancyjni, tylko mają
kurwesko zjebany PR.
W międzyczasie zaliczałem kolejne sesje – pierwszą, drugą, trzecią,
czwartą, piątą, szóstą… I powiem Wam, że początkowe były straszne –
późniejsze – łatwiejsze. Znalazłem pracę, w której się realizuję. I
można powiedzieć, że jestem szczęśliwy.
Moje życie obróciło się o 180 stopni od momentu, gdy zacząłem pisać
bloga. Stałem się bardziej otwarty, poznałem świetnych ludzi, nie jestem
już zamkniętym w sobie emo, który uważa, że cały świat jest przeciwko
niemu. I mimo, że nie poznałem jeszcze faceta, z którym spędzę resztę
życia, nie dołuję się. Bo wiem, że kiedyś go znajdę.
Bo wcale nie jest tak źle, drogi Czytelniku, trzeba tylko znaleźć
swoje miejsce w życiu. Przestrzeń, w której będziesz czuł się dobrze,
pokój, który sam umeblujesz swoimi czynami. A później, kiedy w końcu się
w nim rozgościsz, na wygodnej kanapie utkanej z ciepłych słów, które
usłyszałeś od swoich pracodawców i profesorów („Pan to jest cholernie
zdolny, ale cholernie leniwy”), popatrzysz się na zawieszone na ścianie
obrazy, przedstawiające najlepsze momenty w Twoim życiu i odpalisz
kadzidełka, których zapach będzie przypominać Ci chwile spędzone z
rodziną i przyjaciółmi, będziesz mógł westchnąć i uśmiechnąć się do
siebie, myśląc: „jest zajebiście, tej!”
I mimo, że nie poznałem jeszcze faceta, z którym spędzę resztę życia,
nie dołuję się. Bo wiem, że kiedyś go znajdę. Że czeka na mnie w
sklepie z RTV, żeby polecić mi nowe słuchawki do komputera, bo te, które
mam, już mi się psują.
Trzeba być optymistą
http://www.youtube.com/watch?v=RY6m_NMGGaY
I na koniec mały prezent, drodzy czytelnicy. Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda DevilAngel, to zapraszam na fellow:
Klik! (link będzie dostępny przez około dwa tygodnie

)