Moderowanie postów czasowo włączone

Moderowanie postów czasowo włączone

czwartek, 10 stycznia 2013

397) Poczet gejów polskich.

Miało dzisiaj nie być notki, w planach za to było ciekawie zapowiadające się spotkanie z pewnym facetem w wieku ~30tki, kawa na mieście, spacer wieczorową porą, piwo jedno, drugie, piąte, powrót do domu i piątek na kacu.
Ale plany, jak to plany, mają tendencję do psucia się. I tak z romantycznego wyjścia została kawa, wciśnięta gdzieś w grafik pewnego faceta pomiędzy powrotem z pracy i spotkaniem z kolejnym kontrahentem.

------------------------------

Ostatnio jeden z młodszych czytelników powiedział mi, że był pewien, że Anioł woli młodszych od siebie chłopaków. Na początku chciałem go wyprowadzić z tego błędu, bo najmłodszy facet, z którym się spotkałem był młodszy ode mnie o jakiś rok, za to najstarszy... okej, przemilczmy to.

Ale w sumie pomyślałem sobie, że już mam dosyć tych starszych ode mnie kolesi.

Tak naprawdę każdy wiek ma swoje wady i zalety, jak byłem młodszy, to jarało mnie trochę bardziej to, że ktoś jest ode mnie kilka lat starszy, bardziej doświadczony i takie tam sratytaty. Dziś sam jestem kilka lat starszy i przestaję uważać, że starszy znaczy lepszy.

Bo to jest tak. Albo tak jak dzisiejszy niedoszły (czyli zwykle właśnie ci w przedziale 25-30 lat) są tak pochłonięci swoim zawodowym życiem, że znajdują czas wolny raz na dwa tygodnie, żeby szybciutko spotkać się na kawie, porozmawiać (o pracy), położyć telefon na stole (bo ktoś może zadzwonić!) i raz na jakiś czas powiedzieć "młody jesteś, zobaczysz za kilka lat"."Lubisz muzykę?" "A, nie mam czasu jej słuchać, słucham radia". "Przeczytałeś ostatnio coś fajnego?", "A, nie mam czasu ostatnio czytać". "Jakie filmy lubisz?" "Te co w telewizji wieczorami lecą". 

No kurwa.

Ci dużo starsi nie są o wiele lepsi. "Po co mamy latać po knajpach, nie lubię, wpadniemy do mnie na kawę" - chuj, że ustalenia były trochę inne. Zamiast fajnego wyjścia jest rozpuszczalna kawa w kubku z kotkami we własnym mieszkaniu, z włączonym telewizorem, gdzie zwykle leci TVN24 albo "Dlaczego ja?", siedzisz sobie w tym kolesiowym M kupionym na kredyt i zastanawiasz się "Co teraz? Odezwać się, czy nie, bo akurat w telewizji dziewczyna mówi swoim rodzicom, że jest w ciąży, ale nie wie z kim, więc nie chcę przeszkadzać". Pijesz kawę w kubku z kotkami, gapisz się w ekran i po godzinie zamawiasz taksówkę, bo już dłużej nie możesz wysiedzieć w miejscu, "Dlaczego ja?" się skończyło a oni sami coraz bliżej się do Ciebie przysuwają, bo "przecież skoro już jesteśmy w domu i tak fajnie się spędza czas, to może przeskoczymy te kilkanaście stopni znajomości?". 
Wstajesz, mówisz "Siema, miło było poznać' i uważasz, żeby nie dopowiedzieć "do następnego razu".

 Strasznie mi przeszkadza to, że teraz wszystko jest takie na odpierdol. Kiedyś było inaczej, w wielu przypadkach czuć było to połączenie, tę iskrę zapalną łączącą mnie i faceta, z którym się spotkałem. Z jednego piwa robiło się pięć, z szóstej wieczorem - jedenasta w nocy. Nie rozmawiało się o pracy, w tle nie leciały "Trudne sprawy". Słuchało się tej drugie osoby. I wychodziło chwiejnym krokiem z uśmiechem na ustach, bo "kurde, ale było fajnie". 

A może to ze mną coś nie tak?






wtorek, 8 stycznia 2013

396) Latający Anioł spienione goni fale



Nie wiem, jak Was, ale mnie strasznie śmieszą takie przebłyski inteligentnego humoru spotkane zwłaszcza w miejscach, gdzie zwykle go się nie spotyka. ;-)

---------------------------

Ubranie tenisówek do roboty w taką pogodę, jak dzisiaj w Poznaniu było naprawdę głupim pomysłem.
Jeszcze głupsze było rozmawianie przez telefon, wracając z roboty w tenisówkach, w taką pogodę jak dzisiaj w Poznaniu. A najgłupsze było biegnięcie po pracy do tramwaju, z telefonem przy uchu, w tenisówkach, w taką pogodę jak dzisiaj w Poznaniu.

Takiego orła wywinąłem ostatnio prawie dwa lata temu, tyle że wtedy śpieszyłem się na obiecującą randkę z Hamerykaninem, a teraz? Chciałem jak najszybciej wrócić do pustego domu, żeby zjeść warzywka na patelnię, obejrzeć nowy odcinek FamilyGuy'a i umyć podłogę.
I love my life


niedziela, 6 stycznia 2013

395) Dobrze, że już po weekendzie...

... w końcu się wyśpię.

----------------------------

Kolejny raz po weekendzie czuję się jeszcze bardziej niewyspany, niż przed nim. Nie, że imprezowałem (gdzież by tam,!), nie, że spędziłem cały weekend z jakimś kolesiem i wyruchany czuję się bardziej dosłownie, niż w przenośni.

Rodzina zadzwoniła - 'Anioł, przyjedź proszę na kawę, przy okazji założysz nam internet i nauczysz, jak się tym ustrojstwem obsługiwać'. To pojechałem, bo nie dość, że za kochany jestem (przeczytajcie poprzedni post) i za mało asertywny, to jeszcze lubię pomagać innym.

Anioł już taki jest, że z uśmiechem pismo napisze, komputer naprawi, a jak będzie trzeba to i poród odbierze.

W sobotę 200 kilometrów pociągiem z piętnastminutową przesiadką w Poznaniu na spalenie papierosa i do Zapiździajewa, na małe rodzinne spotkanie. Dzięki rozmowie googletalkowej z BJem, zwanym przeze mnie pieszczotliwie BlowJobem, podróż minęła mi szybko (w ogóle chłopaki, nie chcę nic mówić i bawić się w Alfonsa, czy inną swatkę ale z niego fajna dupa jest!).

Taki mały paradoks, spałem w weekend 8 godzin, i zamiast teraz sobie trochę nadrobić - wybieram pisanie, jaki to ja jestem niewyspany.
 Uzależnienie od bloga level 86. Ale w przeciwieństwie do moich pozostałych uzależnień, to jest stosunkowo bezpieczne ;-)




wtorek, 1 stycznia 2013

394) Postanowienie na 2013...

... być większym chujem.

Ale po kolei.

Dostałem dzisiaj lekką burę od Mimy, z którą bawiłem się ubiegłej nocy. Bo chyba zbyt poważnie wzięła przykazanie swojej mamy: "olej imprezę samych par, umrzesz z nudów, weź Anioła i idźcie na tę imprezę, gdzie prawie nikogo nie będziecie znać! Może któreś z Was znajdzie tam jakiegoś fajnego faceta!".

Tak więc poszliśmy na tę imprezę i wiecie, jak prawdziwy Dżentelmen dbałem o to, by Mima miała coś do picia, by nie tańczyła sama na parkiecie i by nie siedziała sama na tyłku sprawdzając SMSy, zamiast sobie z kimś porozmawiać. Oczywiście też nie non stop, bo musiałem przecież wyjść czasem na fajkę, pogadać z dalekimi znajomymi, czy coś.

A później wyszedłem z nią z imprezy i odprowadzałem ją przez pół miasta, żeby sama nie szła do samochodu.

Tak więc wracam chwiejnym krokiem do domu i dostaję pięknego smsa:

"Dzięki za wszystko Anioł, ale następnym razem nie zajmuj się mną cały czas i sam się też trochę pobaw. Wiesz, po prostu z daleka to wyglądało jakbyśmy byli parą, albo co najmniej jakbyś próbował mnie poderwać. Po prostu daj sobie spokój, bo jeśli tak nasze imprezy będą wyglądały, to będziemy imprezować w duecie do emerytury".

No i teraz nie rozumiem, zawsze myślałem, że bycie dobrym kolegą jest raczej cechą pożądaną, nie przywarą.
A może Mima ma rację i na przyszłość powinienem zakodować, że kumpel gej jest fajną sprawą, ale nie w tłumie potencjalnych kandydatów na Mimowego męża?

Tak więc mam dwie opcje. Albo będę większym chujem (dla dobra ogółu), albo znajdę sobie inny obiekt, dla którego mógłbym być za kochany.
Ewentualnie w którym mógłbym być zakochany.