Ostatnio, mając na
uwadze fakt, że egzamin złożony i czasu jakby więcej, przez trzy
tygodnie spędziłem kilka wieczorów na poznawaniu paru cyfrowo
ciekawych ludzi. Jeden z nich, trzeci z kolei* powiedział mi, że w
ciągu 5 lat spotkał się w realu z dziesięcioma facetami i zapytał
się, z iloma ja się spotkałem. Zastanawiałem się chwilę i
odpowiedziałem mu „nie wiem, nie potrafię policzyć, z
kilkudziesięcioma?”. Trochę się śmiał, trochę się
przekomarzał, że liczba ta jest ogromna i chyba spotkałem się z
co drugim poznańskim gejem.
Określenie „cyfrowo
ciekawi” jest tu zupełnie adekwatne, bo na świecie żyję nie od
dziś, wiem, że przez Internet można być Adonisem z ciekawą
osobowością a później zwykle okazuje się, że to wszystko jest
„lekko pokolorowane”. Dlatego pierwsze spotkanie nie jest dla
mnie „randką” i nie oznacza zbyt wiele. W zasadzie to ja już
chyba jestem za stary na internetowe romanse i z chęcią stosuję w
swoim życiu hasło „sprawdź w wirtualu, działaj w realu”.
Zwykle słusznie.
Nie jestem desperatem,
dlatego, zwłaszcza od końca studiów, nie wyobrażam sobie
wspólnego życia po jednym, trzygodzinnym wyjściu na kawę. Bo
przecież poznać człowieka jest trudno po kilku tygodniach
wspólnego spotykania się, więc jedna kawa to też trochę za mało.
Z jednej strony żałuję
kilku(nastu) takich spotkań, ale z drugiej – każde z nich
wzbogaciło mnie o nowe doświadczenia i przemyślenia. Nawet te
najgorsze, po których zniesmaczony wracałem do domu i plułem sobie
w brodę, że mogłem w tym czasie obejrzeć sobie jakiś serial.
Mimo wszystko, pamiętam każdego z tych kilkudziesięciu. I nawet
jak by ich było, nie wiem, 72, to jest to tak naprawdę jeden kolo
na miesiąc mojego poznańskiego życia, więc tak źle też chyba
nie jest.
Wracając do trzeciego z
kolei, Stefka, mimo śmiania się z tego, że jest 73 gejem z kolei,
to jednak trochę zaiskrzyło, po pierwszym spotkaniu było drugie
(które zwykle jest tym rozczarowującym a w tym przypadku nie
rozczarowało), później trzecie i niedługo (jak wróci z
zawodowych wojaży) będzie też czwarte – prawdziwa randka, z
kolacją, kinem, spacerem do domu w gwiaździstą noc. Naprawdę
rzadko jestem tak zainteresowany Kimś, jak w jego przypadku.
Ale spokojnie, Anioł,
baby steps.
Każdy ma na swoim koncie jakieś tam spotkania, jedne mniej drugie bardziej udane.
OdpowiedzUsuńJa tam również wolę poznawać ludzi w realu niż na portalach. Nie lubię niepewności, a ta jest duża przy kontaktach wirtualnych.
I udanego czwartego spotkania życzę ;-)
OdpowiedzUsuńBierz go, tygrysie :P! *z cyklu: nie mam własnego życia, więc jaram się życiem innych ludzi xD* // obrazek taki prawdziwy...
OdpowiedzUsuńSerdecznie Ci życzę, by tym razem iskry wielki i trwały płomień wznieciły :-)
OdpowiedzUsuńand