Moderowanie postów czasowo włączone

Moderowanie postów czasowo włączone

poniedziałek, 1 czerwca 2009

225)-231) Czerwiec 2009

231) Na mieście.

Byłem dziś na mieście.
Podróżując autobusem zobaczyłem na  teatralce Karola Botanika. Trochę wspomnień wróciło, zrobiło mi się nawet dosyć nostalgicznie, żeby nie powiedzieć smutno.
Idąc przez Pestkę zobaczyłem faceta, z którym kiedyś się spotkałem na „randce”. Szedł z tatą, czy kimś w wieku jego taty… Udawał, że mnie nie zauważył.
Siedząc w Parku Sołackim zobaczyłem faceta, który chyba był gejem – prawie ideał z wyglądu – tak się śpieszył, że nawet nie zauważył mnie, siedzącego na ławce i palącego papierosa Aniołka.
Spotkałem się z Bednejmem, świetny człowiek, jedyny facet z tego całegofellow, z którym się zakumplowałem i spotykam się do dziś.
Lubię podróżować sobie po mieście. Tyle ciekawych doświadczeń…
Się pakuję i wyjeżdżam.

230) Posesyjnie, przedwakacyjnie

Tak się jakoś złożyło, że sesję letnią skończyłem tradycyjnie – trójeczką w indeksie. Szału Panie nie ma, ale jakoś mega źle też nie jest. Tylko jedna poprawka, co to dla Anioła?
Czyli w sumie mam wakacje. Pracy nie mam, kasy nie mam, ale ojtam.
Zajebiście nie lubię się lenić. Tzn lubię, ale w granicach dobrego gustu. Fajno sobie po prostu raz na jakiś czas wrócić z uczelni, jebnąć się na łóżko i nie myśleć o niczym, wszystko mieć w dupie, trochę się ponudzić a potem znowu wrócić do czegoś ważnego.
No, ale dwa miesiące takiej ‘rozrywki’ to raczej nieciekawa perspektywa.
Na razie wyjeżdżam ze znajomymi gdzieś nad jezioro. Na jakiś tydzień. Potem coś muszę załatwić w Poznaniu, zebrać parę wpisów i spotkać się z  kilkoma osobami. W sierpniu jadę na tydzień w góry. Potem MOŻE wskoczę nad morze (jak mnie jakiś takitam znajomy skądś zaprosi do siebie).
Zobaczymy jeszcze.
A teraz siedzę sobie, czytam książkę, słucham muzyki. I sobie odpoczywam, bo jak by nie patrzeć ten semestr był zajebiiiiiiiiście męczący.

229) Maraton życia

Ktoś znajomy ostatnio porównał moją naukę na egzamin z maratonem.
Stwierdził, że wszyscy tam biegający rozkładają sobie siły na te 42 kilometry i 195 metrów, biegną równo i ostrożnie, żeby nie przeciążyć organizmu i wytrzymać kondycyjnie. Niektórzy padają nieprzytomni na 30-35 kilometrze i nie kończą wyścigu. Inni dobiegają ostatkiem sił, potem kładą się na bieżni i umierają.
Ja natomiast najpierw spóźniam się ze startem, potem przez 35-40 kilometrów idę sobie spacerkiem, jak się zmęczę to kładę się na ziemi, czytam książkę i zapalam papierosa a płyny w organizmie uzupełniam piwem.
A potem napadam na jakąś bezbronną kobiecinę w średnim wieku, jadącą samochodem, zajebuję jej auto i zapierdalam ile fabryka daje do mety.
Metafora zaiście rozbrajająca i w chuj prawdziwa.
I to nie tylko, jeśli chodzi o egzaminy.

228) Tak trochę chujowiutko

Ogólnie jest tak trochę chujowiutko.
Bo po pierwsze, paczka LMów kosztuje już około 9 zł a to zdziebko za dużo (tak w sumie o 9 złotych za dużo). Nie rozumiem, mam płacić grubą kasę za coś, co smakuje jak dym z paleniska, pozostawia przykry oddech i żółty nalot na zębach a do tego jest w chuj niezdrowe?
Producenci wyrobów tytoniowych powinni rozdawać fajki na ulicy i cieszyć się, że ktoś od nich to bierze. A nie, jeszcze kurwa ceny podnoszą.
Po drugie: Niby nadal szukam pracy i przeglądam portale typu pracuj.pl i gumtree. I wychodzi na to, że powinienem starać się o pracę już w maju zeszłego roku. Bo teraz to od zajebania ogłaszających się studentów: „Miła i kulturalna 21-latka szuka pracy na wakacje” „Szukam pracy na wakacje – ja miła, wysoka i bezkonfliktowa blondynka (i do tego walnięte w chuj zajebiste zdjęcie, gdzie widać jej zalety. Obie)”. Zupełnie jak kurwa jakiś serwis randkowy typu sympatia czy fellow.  A ja biedny z dobrym CV muszę szukać sam, bez ogłoszeń z dużym biustem. Szał kurwa ciał.
Po trzecie: Ostatni egzamin a mi się nie chce uczyć.
Po czwarte: Bym się na wakacje jakieś przejechał nad morze, albo za granicę ze znajomymi (700 zł za 14 dni. Co prawda mieszka się z karaluchami ale ojtam. Zawsze można się z nimi zaprzyjaźnić, poczęstować jedzeniem, nazwać je, zabrać do Polski i mieć nowe domowe zwierzątko). Ale kasy nie ma (Patrz – Po drugie)
Czyli wręcz czarownie, nieprawdasz?
I przepraszam z dołu za zalinkowaną piosenkę, ale zadziwiające jest, jak wiele treści można przekazać za pomocą tych kilku słów…
Pozdrawiam
Diabeł.

227) Tego, no.

Nigdy nie zrozumiem fenomenu formuły jeden.
Bo tak: ani to sport zdrowy, ani widowiskowy. Jeżdżą sobie chudzi faceci samochodami. I co z tego? Bo raz na jakiś czas ktoś kogoś wyprzedzi. OK, no i?
Szczerze mówiąc nie jestem fanem żadnych sportów. W szkole nadzwyczaj często pisałem sobie usprawiedliwienia na WF i podrabiałem podpis rodzicielki. Rodzicielka ma wiedziała dobrze o tym procederze i nie miała nic przeciwko, bo leniwa z niej bestyja (to u nas rodzinne) i wiedziała, że skakać przez skrzynię i biegać nie lubię, gry zespołowe też nie były dla mnie nadzwyczaj podniecające (prócz koszykówki i siatkówki czasem, kiedy miałem wenę i ochotę). I co, jakoś żyję.
Co prawda nie mam wyrzeźbionej sylwety, ale szczerze mówiąc brzydzę się kaloryferów i cycków jak arbuzy. Mam brzuszek ale mój brzuszek akurat lubię bo jest mięciutki i słitaśny o czym kiedyś powiedziała mi Ediza. I jest git-majonez.
Wracając do FORMUŁY jeden:
Ci panowie mogliby sobie pobiegać albo poskakać trochę. Zdrowiej by było… Jadąc w 50 stopniach przez półtorej godziny w ciasnym kokpicie człowiek nie czuje się chyba zdrowy i odprężony, co nie? Nie wiem, nie znam się.
—————————————————————-
A, byłem dzisiaj na wyborach, zagłosowałem, a Ty, drogi czytelniku?

225) Aniołek szuka pracy

Sobie szukam pracy na wakacje.
To znaczy, chciałbym wreszcie znaleźć jakąś pracę, którą mógłbym sobie ładnie i elegancko wpisać w mój życiorys. Która mi coś da, oprócz jakiejś kasy, czy czegoś. Jak fajno by było poparadować w garniturki i z teczuszką do nowego miejsca pracy i słyszeć: „Panie Aniołku to, Panie Aniołku tamto… Panie Aniołku, proszę zjawić się w dziale kadr”.
Więc sobie szukam. Przedwczoraj nawet dostałem jeden ciekawy link do oferty, dzisiaj spłodziłem Moje Pierwsze W Życiu CiVi, Do Celów Innych, Niż Naukowe.  Walnąłem sobie bowiem jedną z tych fotek, na których wyglądam dobrze i zalotnie się uśmiecham. I jest lans i szał, ołje!
I tak się modlę w duchu, żeby procesem rekrutacyjnym kierowała jakaś kobieta albo gej. I żeby tak się jej to zdjęcie spodobało, że nie spojrzałaby na resztę CeFałki. Bo pod tym zdjęciem, to już takiego szału nie ma…
Chociaż nie! Mam niby tylko 21 lat. I większość ludzi w moim wieku nie może wpisać nic innego niż „w latach 2003-2004 byłem przewodniczącym klasy”. A ja jakiś tam certyfikat posiadam, jakiś półtoraroczny wolontariat – praktykę, członkostwo w jakimś tam stowarzyszeniu, jakieś tam języki obce znam…
Zobaczym jak to będzie.

piątek, 1 maja 2009

219)-224) Maj 2009

224) Sruwenalia

http://www.youtube.com/watch?v=CBegs7gBOt8&feature=related
Mówię Wam, te juwenalia, to mocno przereklamowana sprawa.
To znaczy, rok temu w czwartek było zajebiście, bo byli fajni ludzie, ktośtam przyniósł gitarę, pośpiewaliśmy sobie Turnaua i inne Nosowskie, wypiliśmy przemycone piwo i do domu zmywaliśmy się po trzeciej.
Dzisiaj byłem na Łęgach, to znaczy tam, gdzie zabawa się odbywa.
Było tak:
-Było zimno.
-Wyzwolona źle przeczytała mapę, albo mapa sama się źle wygenerowała i zamiast iść 5 minut od przystanku autobusowego, szliśmy 45 minut, bo od Dębcowych chęchów do Łęgów to ciut daleko było (oczywiście Wyzwolona i tak Cię tru love i takietam ;*).
-Było zimno.
-Jakiś ochroniarz obmacywał mi uda, tors i klatkę piersiową, coby sprawdzić czy nie mam tam jakiegoś noża, tudzież innego niebezpiecznego narzędzia. I NAWET NUMERU TELEFONU NIE DAŁ!
-Trzy sceny i każda chujowa.
-0,4 litra piwa za 5 zeta i to jeszcze jakieś przechrzczone, że czułem się, jakbym pił mineralną.
-Tłum, dzicz i stado ludzi na miejscu, między innymi pijanych gimnazjalistów i łysych panów w szerokich spodniach skutecznie nie umilał zabawy. Bo jak tu się bawić, skoro co chwilę słyszało się: „kurwa kurwa kurwa kurwa chuj ja zajebię go kurwa kurwa kurwa kurwa!”. No ja pierdolę, trochę kultury, czy coś!
-A jak się chciało stamtąd wyjść to po prostu przepychanki niemiłosierne, jakby… jakby… jakby… no kurde nie wiem co, nie mogę znaleźć odpowiedniej metafory.
I wyobraźcie sobie Państwo, że na juwenalia przyszli sobie też rodzice z dziećmi, zrobili sobie przecudną wycieczkę krajoznawczą. No bo a niech dzieci się uczą! Na starość się przyda.
W sobotę gra Waglewski, Fisz i Emade. Pieprzę tam, zrobię sobie koncert w domu. Z własnym nagłośnieniem, w kocu i z herbatką. Bo się trochę kurde przeziębiłem przez tę przecudną aurę za naszymi oknami.
A to sobie ponarzekałem!

223)Diabełek o fellow.


   Uprzedzam, że dzisiejsza notka była pisana nie przez aniołka, lecz diabła, który od pewnego czasu dodawał do notek trochę własnych wtrętów, dlatego dużo tutaj było ostatnio chujów, kurew i innych pierdoleń. Diabełek pojawia się na blogu zdecydowanie rzadko, ale jak już się pojawi, to nie ma chuja we wsi, jest za to ZŁO, 666 i parę takich innych.
   Nie chcę być monotematyczny, ale chyba już kiedyś pisałem, że nie lubię fellow, co nie? Mimo, że mam tam konto od ponad dwóch lat (z małymi przerwami), za każdym razem, kiedy się loguję na tej istnej ciotonaszejklasie, mam dreszcze.
  •     No bo czasem napisze do mnie jakiś chłopaczek, który potrzebuje przyjaciela, bo jego chłopak puścił się z jego byłym, którego ten pierwszy poznał na jednej z imprez w Volierze… nie ma teraz po co żyć. (Co ja jestem, miłosierna samarytanka co wysłucha i poradzi, przytuli i pogładzi? No okej, zgadzam się, gdyby mój przyjaciel był w takiej sytuacji to tamtej dwójce bym pewno buźki obił, albo na złość wykupił wszystkie ciuchy w ich rozmiarze z H&M-u, ale nie lubię ludzi, którzy w drugim mailu piszą jacy oni są nieszczęśliwi i poszkodowani przez los. Nie wiem, może jestem jakiś dziwny?).
  • Albo ktośtam znowu inny napisze, że mam fajne foteczki i że jego numer komórki to XXX XXX XXX i mam do niego zadzwonić (a że w sensie niby po chuj?)
  • O, albo to! „Cześć, seks?” („Nie, dzięki”), „Ejno, dlaczego? :( „. (Bo tak! Dziewictwa nie ślubowałem, ale nie mam w zwyczaju czekać na przecudnej urody, choć lakoniczne trochę zaproszenie i biec pędzić na złamanie karku do parku (rym, ołje!), coby poużywać trochę. Człowiek to nie zwierzątko, chuć może powstrzymać).
Najbardziej mnie jednak wkurza, jak dostaję maila o treści: „Cześć Diabełku! Nie wiedziałem, żeś gej!” od osoby, która raczyła skasować swoje konto zaraz po wysłaniu tego maila. I szukaj teraz wiatru w polu, kto to napisał! Co prawda to już nie te czasy, kiedy nie mógłbym zasnąć w nocy „bo a nuż ktoś się dowie?!”, ale z takiej swojskiej, czystej ciekawości, chciałbym zobaczyć, kto to. Podpisać by się mógł. Chociaż inicjałami, bym trochę się pozastanawiał nad tym, cóż to za apsztyfikant. Jak w jakimś romansidle, czy coś…

222) Takietam ołje!

http://lukaszvlk.wrzuta.pl/audio/3iLdtTvCRPZ/
Nie umiem dbać o ludzi.
To znaczy – przepuszczę kobietę w ciąży przez drzwi, przeprowadzę przez ulicę starszą kobietę, która dopiero co miała zakrapiane oczy u okulisty i nich nie widzi, czy też nawet dam jakiemuś pijakowi „na bułkę”, choć i tak wiem, że w końcu i tak się „tą bułką” upije.
Ale to nie o to chodzi…
Nie o to chodzi…
——————————————
Egzamin sobie przełożyłem. Na termin późniejszy. I jest słodko i czarownie, bo pewnie i tak będę się uczył tyle samo, co i przed przełożeniem. Bo ja taki jestem w sumie, leniwy w chuj.
——————————————
Nie dość, że leniwy, to jeszcze próżny! Bo dostałem znowu miłego mejla od czytelniczki i jest mi zajebiście. Ołje! Już się zabieram za odpisywanie!
——————————————
A piosenka ładna. Że tak pozwolę sobie użyć przekleństwa: „w chuj ładna”.

221) Faceci lubią brąz!

http://dorianna.wrzuta.pl/audio/4qq9SW8Drre/
Mam głupią karnację. To znaczy, chujową trochę.
Ale po kolei.
Byłem w łikend na polskiej wsi, gdzie kury latają luźno a drogi asfaltowe są zbytnim burżujstwem. To znaczy, ja lubię takie klimaty, bo to miasto potrafi czasem wkurwić, jak chce się wyjść posłuchać śpiewu ptaków, rozkoszować się świeżym powietrzem, to klops, bo park jest w centrum miasta, samochody jeżdżą dookoła, a dzieciaki drą się wniebogłosy.
Czciłem tam urodziny mojej koleżanki ze studiów. I było cud – miód – malina, bo jedzenia dużo, ludzie mili, alkohol był, były śpiewy i się dowiedziałem, że mam dźwięczny, czysty, męski głos.
Potem było spanie prawie-w-namiotach, spanie, poranny kac, poranne piwo, śniadanie z resztek i ogólnie czilałt. Do końca zostało 6 osób. Skończyło się na Twisterze w upalnym słońcu, opalaniu, obserwowaniu obyczajów seksualnych kur, rozmawianiu o tychże itp i takichtam.
Do domu wróciłem opalony. . . Nie, nie opalony – spalony. Seksowna czerwień biła z mej twarzy, rąk, ramion i pleców. Brzuch tylko pozostał lekko blady, bo chyba zasnąłem na nim i jakoś tak wyszło. Bolało, piekło, szczypało, ale pomyślałem sobie, że dla urody trzeba ścierpieć wiele.
Dzisiaj rano przy okazji wstawania i porannej toalety spojrzałem w lustro. Parę piegów mi przybyło… i koniec. Szału kurwa nie było. Cośtam mi pobrązowiało, ale nie stałem się opalonym mulatem. Chujowo troszkę.
No bo chyba faceci lubią brąz. Najlepiej na umięśnionym, wydepilowanym ciele. A ja nadal, ani umięśniony, ani wydepilowany, ani brązowy.

220) Cośtam o studiach

Szał kurwa ciał!
Dzisiaj tak sobie liczyłem, że gdybym zdał Trzeci W Chuj Ciężki Egzamin na 5 i poprawił Pierwszy W Chuj Ciężki Egzamin na 3.5, to dostałbym stypendium.
Oczywiście, piątki z Trzeciego (…) nie dostanę, bo mam jeszcze do niego TYLKO trzy tygodnie, ale i tak słodko i uroczo jest wiedzieć, że pierwszy rok ze średnią 3.0cośtam był wypadkiem przy pracy.
A w indeksie posiadam oceny we wszystkich kolorach tęczy :D

219)Szczęście

Klik!
Ja chyba mam jakiś rodzaj szczęścia, co nie?
Bo co z tego, że z miłością mi nie wychodzi, że ostatnio na studiach chujnia z grzybnią (czyli że niby nie za dobrze), że jestem w dołku finansowym, onet sam podkreśla mi treść postów a mój chomik nie żyje.
Co z tego, skoro…
…Ostatnio dowiedziałem się, że mam naprawdę świetnych, gayfriendly przyjaciół.
Bo to jest tak:
Eliza i Modelka co chwila pytają się mnie, jak tam u mnie z tymi miłościami, Młody stwierdził, że co jak co, ale mnie by się przydał jakiś samczy facet, który by mógł mnie rzucić o ścianę i wyściskać, Wyzwolona i PaniDoskonała twierdzą, że pójdą ze mną na zakupy, bo moja garderoba nie jest jakaś mega super elo fajna, a w środę mam spotkanie z pewnym Brunetem a PanDoskonały wygłosił mi przez telefon wykład na temat tego, że jednak geje mają fajniej w życiu, bo faceci ogólnie mają mniejsze fochy i częściej myślą o seksie niż dziewczyny.
Uch, uwielbiam ich.

218) Folkowy elektropunk i ankieta

Żywiołak – wiły.
Ostatnio natknąłem się na wrzucie na tę piosenkę. Aktualnie jestem po przesluchaniu większości kawałków tego zespołu i stwierdzam, że to ciekawa alternatywa. W dobie Feela, Dody i Lady GaGi wyróżnia się, co nie? Ktoś tam mi powiedział, że to komercha.
Jebać.
—————————————————————————————–
Surfując wczoraj po globalnej sieci natknąłem się na pewną prośbę, której nadawcą była chyba załoga onetu. Polegała ona na tym, co bym wypełnił ankietę „Jak mówisz romantycznie do swojej sympatii?”. Chodziło o utworzenie małego zestawienia obejmującego najczęściej padające określenia a w przyszłości może słownika miłosnych słówek Polaków.  Zaintrygowała mnie, kurde. I choć sympatii u mnie brak, stwierdziłem, że sprawdzę, z czym to się je.
Ankieta zaskoczyła mnie pozytywnie. Bo wyobraźcie sobie Państwo, że Aniołek trochę sceptycznie podszedł do tego. Że niby nie będzie opcji, żeby ankietę wypełnił gej, czy lesbijka. Nic bardziej mylnego! Okazało się, że Onet to nie NaszDziennik i że dla niego nie jest ważna płeć ani orientacja, tylko uczucia. Chwali się :-) .
Po chwili wypełniania tej ankiety stwierdziłem, że i tak nie jest ona dla mnie. Bo odruchy wymiotne wywołują u mnie określenia typu: „Kwiatuszku, Myszko, Pieszczoszku”. Wolałbym tak zwykle, swojsko, rano, przy śniadaniu, powiedzieć „Mietek, zajebista ta jajecznica, kocham Cię!”.
I wpisałem: „Mietek, zajebista ta jajecznica, kocham Cię!”.
I w ogóle dlaczego to znowu jest kurwa podkreślone?!


217)Łykend majowy

I taka kurwa sprawiedliwość dziejowa.
Mój długi (?) weekend majowy polegał na tym, na dworze upał, 28 stopni, świeci Słońce, wszędzie czuć wiosnę a ja siedziałem jak głupi na dupie, popijając pluszzza za tajgerem a tajgera za czymśtam jeszcze innym. I się uczyłem.
Kto wymyślił egzamin 4 maja?!
No ale spiąłem poślady i postanowiłem sobie: „Jeśli uda mi się zdać To Coś Wielkiego, to pojadę z przyjaciółmi nad jezioro.
Zabrałem z domu kąpielówki.
I klapki.
Kupiłem sobie okulary przeciwsłoneczne.
I jakiś olejek do opalania.
Zdałem. Na 4.
Na dworze 10 stopni. I ma tak być do końca tygodnia.
Od przyszłego tygodnia chciałem się zacząć uczyć na Drugie Coś Wielkiego. A od przyszłego tygodnia znowu upał.
Epic fail.

216) lepiej

http://caligo.wrzuta.pl/audio/aHnIZRF0SJH/
Więc stan na dzień szósty maja roku pańskiego dwutysięcznegodziewiątego wygląda tak:
+ W końcu się wykułem i zdałem jeden egzamin, który jest jednym z najtrudniejszych na całych tych śmiesznych studiach.
+ DoskonałaPara jest doskonale tolerancyjna i PaniDoskonała też już wie, że jestem gejem. Powiedziałem jej przy okazji gry w jedną planszówkę, bez stresu, przy PanieDoskonałym, który mi pomógł strasznie. Wyzwolona, Młody, Pedagożka, Ediza, Modelka, PanDoskonały, PaniDoskonała… Wystarczy na razie. I jest super, że oja. Nie muszę kłamać bliskim ludziom, gdy pytają się mnie o sprawy uczuciowe. Chyba mam w życiu szczęście, bo związuję się psychicznie z tolerancyjnymi osobami.
+ Mam w mieszkaniu swojego własnego kompa i jest super, bo Młody ostatnio ma depresję i całymi dniami robi jakieś tam projekty na studia. Żal mi go, bo się męczy totalnie i nie ma czasu dla siebie. Ale to w końcu politechnika.
+ Umiem robić klopsy orientalne!
———————————————————————————–
-Cały czas zastanawiam się, czy ten kierunek studiów jest akurat dla mnie. Ale chyba każdy student tak ma, że jak mu coś nie wychodzi, to ma czarne myśli i najchętniej by rzucił to wszystko w trzy dupy i pojechał łowić ryby do Szwecji.
-Przed te trzy tygodnie totalnie straciłem kontakty z osobami, z którymi mailowałem i pisalem na gadu. Trochę smutno, bo rokowali niesamowicie…
-W ogole to nie mam czasu na seks a tak bardzo chciałbym mieć. Bo co z tego, że egzamin zaliczony, jak jeszcze trzy mi zostały?
-Budrel w mieszkaniu.
-Na koncie debet.
-Kwiaty mi padły bo zamiast podlać wodą, to młody podlał je tajgerem.
-Nie wiem kurwa jak zrobić, żeby ten post nie był cały podkreślony. Coś się zjebało…

środa, 1 kwietnia 2009

209)-215) Kwiecień 2009

215) Nocą

Notka w stylu: „Nie odzywałem się przez miesiąc, u mnie tyle się zmieniło i tyle napisałem, że tylko najwytrwalsi przez to przebrną”
Jest godzina 2.30. Siedzę w półmroku, w tle leci smooth jazz, na kolanach mam książkę Z Przedmiotu, Którego Jeszcze Nie Tak Dawno Nie Lubiłem, A Teraz Uważam, Że Jest Interesujący. Jutro zaliczenie, ciekawe czy mi się uda.
—————————————————————————————-
Chyba faktycznie zdziadziałem. Bo to jest tak: naprawdę się uczę(!), alkohol mi zbrzydł, fajki jakoś tak mniej smakują, nie bywam ostatnio w klubach, zresztą rzadko wychodzę z domu, wracam prawie co tydzień do domu i takie tam. Dobrze, że jeszcze mi staje… Póki co.
Z tym stawaniem, czy nie stawaniem to ostatnio nie wiem w sumie, bo nikt się wokół mnie nie kręci. Chyba z mojej winy, bo się zamknąłem w szczelnym schemacie i nie chcę się z niego specjalnie wydostać. Ale z drugiej strony… Kurwa, tego, wiosna już pełną parą, przydałby mi się wiosenny romans!
—————————————————————————————-
Wyzwolona coś tam mi napomniała ostatnio, że rzucam sarkazmami. Nie, żebym wcześniej tego nie robił, ale teraz to przyjmuje karykaturalne formy. Ma mnie kopnąć w dupę, kiedy następnym razem będę coś takiego robił, bo cyniczny i sarkastyczny może być 60-latek, a nie Anioł.
—————————————————————————————-
Pan Idealny wie już, że jestem gejem. Jakoś tak wyszło, nie żałuję. Najśmieszniejsze jest to, że trochę mnie wkręcił i myślałem, że już się od dawna domyśla, a okazało się, że z myśleniem ostatnio mam problemy a jedyne, co mu do głowy przychodziło, to fakt, że jestem prawiczkiem i dlatego takie tam różne dziwne rzeczy w moim życiu wyłażą.
Fajno to przyjął. Poszliśmy na spacer, pokarmiliśmy gołębie, obaliliśmy kilka browarów, opowiedziałem mu historię mojego życia a on słuchał. I nie było głupich pytań albo stwierdzeń, że ‘super w chuj! Będę miał z kim na zakupy łazić!’. Bo to inteligentny chłop i zna mnie na tyle, że wie, iż bardziej wolę wyjść na piwo albo coś tam, zamiast po sklepach się szlajać.
—————————————————————————————-
Co by nie było, że ten  blog stracił na satyryczności – obczajcie, jaki tak naprawdę jest DevilAngel:
DevilAngel completed the quiz „Jakim sensacyjnym nagłówkiem z faktu jesteś??” with the result „Nie śpię, bo trzymam kredens„.
DevilAngel completed the quiz „Którym bohaterem Mody na sukces jestes?” with the result Stefania Forester.
Wow! Jestes zupelnie jak Stefania! Jestes zgryzliwa seniorka rodu. Pieknie Ci w niebieskim..
DevilAngel completed the quiz „Jakim niusem z Pudelka jestes?” with the result „Amy Winehouse nacpala sie w hotelu i zarzygala dywan!”. Fejsbuk prawdę Ci powie?

214) Show.

W sensie, że kurwa show.
Od pewnego czasu, za każdym razem, kiedy zabieram się do pisania notki, to nie wiem od czego zacząć. Nakurwaprawdę.
Ostatnio w moim życiu dzieje się tyle, że starczyłoby na trzy blogi.
Edycja:
Tak jak zauważył Homoviator – tyle jest na świecie piosenek a ja cały czas promuję The Show. Bo  – choć zajebista to nuta – inne adekwatniej by podsumowały sytuację w której się znajduję. Na przykład ta.

213)Emo off

Chyba ostatnio zbyt często pisze o złych rzeczach, które mi się przytrafiają. O problemach w pracy, na studiach, w życiu prywatnym.
Dzisiaj przeczytałem parę ostatnich postów i się przeraziłem, że przedstawiłem to wszystko w stylu: „O ja Cie! Wszystko mi się wali, mój świat się kończy, czas umierać… E… y… Gdzie zapodziałem żyletki?”.
Niefajne toto, bo mimo wszystko nie jest aż tak źle.
Obiecuję poprawę i proszę o rozgrzeszenie.

212) Studia vs. praca?

http://skubas3.wrzuta.pl/audio/6bEMTt8dRRC/
Mój Diabełkowy Kolega z Gimnazjum zrobił mi dzisiaj suprajsa, zadzwonił i powiedział mi przez telefon: „Diabeł! Kopę lat! Jesteś teraz w Diabełkowej wiosce? TAK?! To wpadnę do Was za 10 minut bo jestem w okolicy!”.
No cóż, niespodzianka niespodzianką, ale ja byłem już w połowie rodzinnego, poświątecznego spaceru. Nic to, przeprosiłem rodziców, babcię no i wróciłem do Diabełkowego Domu, ukroiłem trochę Diabełkowego Ciasta, wziąłem jakiś napój, szklanki i wróciłem na Diabełkowy Ogródek, bo stwierdziłem, że pogoda jest ładna i w sam raz na biesiadowanie na świeżym powietrzu (tak naprawdę do miałem mały burdel w Diabełkowym Pokoju).
W sumie ucieszyłem się niezmiernie bo Diabełkowy Kolega z Gimnazjum był świetnym kompanem do zabawy, pogadania i  w ogóle. Taki prawie przyjaciel.  Diabełkowy Kolega z Gimnazjum przyjechał swoim Oplem. Przywitaliśmy się, zaprosiłem go na Diabełkowy Ogródek i poczęstowałem Diabełkowym Ciastem. Potem wyciągnęliśmy fajki i zaczęliśmy rozmawiać.
Przegadaliśmy bite trzy godziny. Tak, jakby czas stanął, jakby od naszego ostatniego spotkania nie minęło 5 lat, ale co najwyżej 5 dni. O tym, co teraz robimy, gdzie pracujemy/studiujemy, co u rodziny, u naszych wspólnych znajomych ect. ect.
Diabełkowy Kolega z Gimnazjum przerwał po drugim roku technikum. Zaczął pracować, bo musiał pomagać rodzicom. Ma dwójkę młodszego rodzeństwa, mamę na rencie, więc jakoś tak wyszło.  Ostatnio dobrze mu się powodzi, kupił sobie plazmę, laptopa, szałową komórkę, samochód inne chuje-muje. Zrobił sobie wyjebisty tatuaż na swoim umięśnionym ramieniu. Diabełkowy Kolega z Gimnazjum nie chce na razie wracać do szkoły, bo nie ma na to czasu i ochoty.
Po spotkaniu wróciłem do Diabełkowego Pokoju, popatrzyłem na mizerną Diabełkową Komórkę sprzed 4 lat, Diabełkowy Kineskopowy Telewizor, Diabełkowego Blaszaka „Adasia”, którego ma już od 1 klasy gimnazjum i który zawiesza się co godzinę. Pomyślałem o Diabełkowym Maluchu, który się rozpada koło garażu i stwierdziłem, że nawet Diabełkowe Ramie jakieś takie mizerne, bo nie mam pieniędzy i czasu na siłownię.
Pieniądze na studia (z kredytu studenckiego – wziąłem, bo nie chciałem dodatkowo finansowo  obciążać rodziców) przejadam, kupuję za nie książki na studia, komkartę, przepalam i przepijam (nie tak znowu ostatnio dużo, bo po prostu kasy na to mi szkoda). Za drobiazgi, które mi zostaną, kupię sobie jakiś ciuch albo zostawię na jakąś ważną okazję, taką jak urodziny, imieniny bliskich czy tam coś. O nowym komputerze mogę sobie pomarzyć (choć do Adasia się już przywiązałem, bo to dobry blaszak jest).
I tak jeszcze conajmniej trzy lata, kurwa. A potem… mogę zrobić albo oszałamiającą karierę w swoim zawodzie, albo zatrudnić się w tej samej firmie co Diabełkowy Kolega z Gimnazjum.
Oczywiście, przejaskrawiam sytuację, ale jakoś tak… fajnie by było już zarabiać, co nie?
———————————————-
Mam już 21 lat, fak. Teraz to już tylko z górki do trzydziestki.

211) Z cyklu: ‘Listy do Anioła’ – podryw na fellow

Fellowowicz XXY
Devil Angel
—– Wiadomość oryginalna – data nadania: 07.04.2009, 23:06 —–
milego wieczoru
 —– Wiadomość oryginalna – data nadania: 07.04.2009, 23:15 —–
dzięki, wzajemnie
—– Wiadomość oryginalna – data nadania: 07.04.2009, 23:18 —–
dzieki kogo szukasz?
—– Wiadomość oryginalna – data nadania: 07.04.2009, 23:19 —–
Umiejącego czytać (w sensie, że napisałem na profilu)

—– Wiadomość oryginalna – data nadania: 07.04.2009, 23:31 —–
ok rozumiem moze jakies spotkanko?
—– Wiadomość oryginalna – data nadania: 07.04.2009, 23:36 —–
Nie, dzięki :)

—– Wiadomość oryginalna – data nadania: 07.04.2009, 23:36 —–
czemu?

—– Wiadomość oryginalna – data nadania: 07.04.2009, 23:40 —–
Co prawda nie jestem w sądzie i nie muszę odpowiadać na to pytanie, alemimo wszystko odpowiem, bo z natury całkiem dobry ze mnie człowiek.
Po prostu nie lubię ludzi, którzy:
a)nie czytają tego co piszę
b)chcą się ze mną spotkać po trzecim mailu, z czego dwa pierwsze były takie trochę z tyłka
c)nawet nie dały mi swojego hasła do fotek, cobym wiedział, że nie rozmawiam z obleśnym 60latkiem
d)chcą się ze mną spotkać o północy
Nie zrozum mnie źle – może jesteś sympatycznym, wrażliwym,inteligentnym, zabawnym, opiekuńczym i strasznie seksownym facetem,ale nie chce mi się/nie mam siły/nie mam ochoty zagłębiać się w meandryczyjejś psychiki w parku, po ciemku, ze spuszczonymi spodniami, nawet gdybyś był Małaszyńskim :)
Trzymaj się i szczęścia życzę

—– Wiadomość oryginalna – data nadania: 07.04.2009, 23:46 —–
Moje hasło to ‘*****’, spotkamy się?

210) Jebie się

Piosenka
Kiedy w ostatniej notce pisałem o pilnej potrzebie spaceru, myślałem o tym, coby przejść się z Wyzwoloną po parku, w przeciwsłonecznych googlach i pogadać sobie tak jak kiedyś.
Spełniło się połowicznie – bo i owszem, spacer był, ale większość czasu przesiedzieliśmy na ławeczce – ja wkuty i załamany, ona dla od miany załamana i wkuta.
Ostatnio moja sytuacja życiowa bardzo się pogorszyła. Trochę w tym wina moja, trochę moich dziwnych decyzji, trochę mimo wszystko Wyzwolonej, trochę to wina „męskiej sztamy”, czy chuj wie czego, trochę to wina rozchwiania emocjonalnego wszystkich w naszym dziwnym wielokącie.
Coś chyba trzeba posprzątać w moim świecie. Ale jak to, kiedy i chęci, i pomysłu brak?
Na razie jest jakoś tak kurwa słabo.

209) Cośtam, cośtam.

http://papkus.wrzuta.pl/audio/strYuE5Yi1/
Wieeeeem…. obiecywałem, że będę pisał prawie codziennie. Ale mam ostatnio w życiu prywatnym, zawodowym i studenckim taki młynek, że ojacie!
Tak więc sorry.
Bo to jest tak:
Człowiek sobie coś postanowi, będzie w końcu przykładnym studentem i pracownikiem, a tu chuj i w ogóle niefajnie bo to pytania na egzaminie z dupy, to znowóż dodatkowe obowiązki Aniołowi w pracy przyznają.
A za oknem wiosna… Poszłoby się z kimś na spacer. ;-) )))))))))))

niedziela, 1 marca 2009

204)-208) Marzec 2009

208)Słówko o M.

Kasia Nosowska zaprawdę śpiewać potrafi.
Ech, tego, no.
Po małym okresie znudzenia blogiem przyszedł czas na to, żebym pisał prawie codziennie. Na to wychodzi… Po prostu w głowie mi brzęczy od myśli… Czy coś.
Bawię się ostatnio w  promocję i reklamę. Fajnie trochę tak pomyśleć nad kampanią reklamową, dać upust swoim pomysłom (czasem naprawdę dziwnym) i zrobić coś… zabawnego i kreatywnego.
Chyba naprawdę minąłem się z kierunkiem studiów.
————————————-
Jakoś tak siedzę sobie i nie mogę zasnąć. Wypiłem trochę za dużo HUSTLERA (To taki tańszy odpowiednik Tigera…  i pewnie w chuj niezdrowy), także do nauki jestem za żywy, do spania tym bardziej.
Słucham sobie Kasi Nosowskiej. Uwielbiam jej głos – zarówno we wcieleniu rockowym, jak i jazzowo-bluesowym. Dziś wieczorem mam ochotę na to drugie.
Jakoś tak, nostalgicznie się dzisiaj czuję.
Chyba nigdy się tak naprawdę nie zakochałem. W czasach gimnazjum i liceum jeszcze jakoś tak człowiek nie myślał o tych sprawach, najpierw musiał zająć się zaakceptowaniem siebie, potem mógł o tym myśleć. A że tak do końca zaakceptowałem się dopiero na studiach – dopiero wtedy zacząłem się zastanawiać nad uczuciami i takimi innymi ‘pierdołami’.
Najbliżej zakochania byłem chyba z Karolem Botanikiem. Miły był, uroczy był, inteligentny był, miał poczucie humoru i był zajebiście męski i zarazem zajebiście w chuj opiekuńczy.
No ale nie wyszło. Spoko, czasem się zdarza, co nie? Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Są jakieś zalety tej znajomości – polubiłem kwiaty i już nie sprawdzam ich wytrzymałości, podlewając je zimną kawą czy tigerem.
Nie wiem, od prawie pół roku nie byłem na żadnej randce. Na pierwszym roku na randce byłem średnio raz na miesiąc. I  teraz kompletnie nie orientuję się, kiedy było mi lepiej. Bo na 1 roku były rozczarowania, czasem doły, a czasem strasznie mile spędzone chwile. A teraz?
Teraz nie ma nic.
Chyba chciałbym się zakochać.

207) Oja, oja!

Klik!
Ostatnio u mnie w życiu jak w tej piosence. W sensie, że się kurwa rozleniwiłem.
Bo tak:
  • choć na studiach roboty przybywa, to ochota spada wprostproporcjonalnie do tej pierwszej.
  • do pracy zawodowej też jakoś tak mam podejście… paraboliczne. Po paśmie sukcesów stwierdziłem, że nie mam na nią czasu. Bo pieniędzy z tego jakichś dużych nie ma, a roboty w chuj… Tfu, za dużo ostatnio przeklinam… to znaczy – w brud!
  • Zdrowie ostatnio mi napierdala. Z małego przeziębienia mój stan chorobowy przekształcił się w ostrą grypę. Bo niby wiem, że nawet najmniejsze przeziębienie trzeba przeleżeć. Ale kiedy w koło było tyle do roboty! Wyzwolona stwierdziła, że jestem głupi jak buc, bo zamiast leżeć, przyszedłem do niej na wódkę i jak będę tak robił dalej, to nie przyjdzie do szpitala w odwiedziny. A potem przytuliła do cyca i dała mi pudełko ferveksów, jakiś syrop na kaszel i koc. Zamiast na wódkę, przyszedłem do niej kurować się i pocić pod kocem, słodko!
  • w życiu osobistym też jakoś tak… leniwie. Zamknąłem się w jakimś szczelnym opakowaniu pt. ‘ja i moi bliscy’. To znaczy, z wyzwoloną, modelką, młodym, rodzicami, Idealną Parą (choć w moim życiu są już ponad rok, to chyba jeszcze o nich tutaj nie wspominałem) i ewentualnie kilkoma kolegami i koleżankami ze studiów. Stare, dobre kontakty jakoś ostatnio osłabły – pewno z mojej winy…
  • Nawet mieszkanie woła o pomstę do nieba. Naczynia piętrzą się na wysokość szafki, odkurzane nie było od dobrego miesiąca, a ja sam nie pamiętam, kiedy sobie ostatnio zrobiłem jakiś ciepły, pożywny posiłek. Za to z przyjemnością korzystam z zaproszeń na obiady od koleżanek. Ojtam… że niby wykorzystuję je? ONE SAME LUBIĄ GOTOWAĆ.
Wyzwolona jest kochana. Myślałem kiedyś, że jak znajdzie sobie faceta, to nie będzie miała dla mnie czasu. Myliłem się tak, że ojacie. Ma dla mnie więcej czasu niż kiedyś. Chwali się ;-)
Muszę coś ze sobą zrobić… Bo zima jest już przeszłością i nie mogę zwalać na zimową depresję.
Czyli tak: Pouczę się pod kocem, z ferveksem w jednym kubku, pluszzzem w drugim, będę myślał nad nowym projektem do pracy, pomejluję ze starymi znajomymi i umówię się na jakąś imprezę.
A potem posprzątam w pokoju.

206) Spotkanie na dworcu PKP


http://mariushrek.wrzuta.pl/audio/yp8FMRuYTr/

Post był. Długi był. Obszerny był. Uczuciowy był. I w ogóle.
Ale się zmył, bo czasem komputery nie są przyjaciółmi człowieka.
Bylo o rozmowie z D. na dworcu PKP. Pamiętacie D.? Nie pamiętacie? To macie
W każdym razie można go streścić w jednym zdaniu:
Kiedy mieszkasz na zapyziałej dziurze, gdzie gej = zboczeniec a lesbijka to wynalazek szatana, nie coming outuj się, bo rodzice stwierdzą, że jesteś chory(a), brat Cię wydziedziczy a dzieci sąsiadów będą krzyczeć na Ciebie „Lesba” (względnie: „pedał”).
Czyli w sumie niefajnie.

205) Komplementy

Fajnie czasem się nasłuchać tego, jaki jestem fajny, zorganizowany, profesjonalny, miły i pomocny.
Nawet w pracy.
Ponoć jestem świetnym organizatorem. Może zamiast studiować powinienem założyć firmę zajmującą się przygotowywaniem wesel? ;-]

204) Poznań (III)

http://audentina.wrzuta.pl/audio/tKQOWUJwpE/
Już półtora roku mieszkam w Poznaniu.
Wiem, gdzie można wypić najlepsze piwo w mieście.
Wiem, które kluby dają radę, a które nie zaskarbiły sobie mojej aprobaty.
Wiem, że najlepszy hot-dog jest na teatralce.
Znam sklepy w Poznaniu, nie te mega drogie, takie bardziej ‘studenckie’.
Znam rozkład jazdy tramwajów i autobusów niemalże na pamięć.
Znam wiele skrótów, choć czasem zdarza mi się zgubić w małych uliczkach Starego Rynku.
Zdałem sobie sprawę z tego, że wolę Poznań od mojego małego, zapyziałego miasteczka.
Zdałem sobie sprawę z tego, że mam prawdziwych przyjaciół. W liczbie trzech, ale tyle mi na razie wystarczy.
Zdałem sobie sprawę, że jestem w chuj empatyczny. Aż za bardzo.
Z tą empatycznością to jest tak, że rozwinęła się u mnie aż do przesady. W sensie, że tego, jak widzę coś niefajnego, to się dołuję, czy coś. I najczęściej chcę coś zrobić, żeby taka rzecz już się nie powtórzyła.
I w tym jest kurde problem. Tak jak wyzwolona mi powiedziała : „Ty się Aniołku nie pakuj we wszystko, nie próbuj naprawiać świata, bo świat to w sumie sam sobie da radę, skup się na przyjaciołach”.
I następnym razem będę się tego trzymał. Bo problemy innych ludzi to nie moja sprawa. Przynajmniej problemy, które sobie sami robią i czuja się z nimi ojej, fajnie.
——————————
Mój najlepszy coming – out w życiu: ‘
-Bo wiesz, ja też jestem gejem, tak jak Twoi koledzy ze świata tanecznego
-Piona!